Kozek versus Stańczyk: polemika o ruchach miejskich
ResPublika Nowa   
niedziela, 10 lipca 2011
b_250_150_16777215_0___images_stories_loga_respublika.jpg
1 lipca br. na portalu ResPubliki Nowej Xawery Stańczyk ogłosił krytyczny tekst na temat ruchów miejskich pt. „Konserwa u bram”. Podniecił on cokolwiek uczestników Kongresu Ruchów Miejskich. 8 lipca ResPublika opublikowała polemikę Bartka Kozka. Polecamy oba materiały (red.).


Xawery Stańczyk
KONSERWA U BRAM

Powszechny zachwyt nad kiełkującymi ruchami miejskimi jest przedwczesny. Pomimo modernizacyjnej retoryki, ruchy te mogą okazać się konserwatywne i regresywne.

Wrzawa, która podniosła się po przyznaniu tytułu Europejskiej Stolicy Kultury 2016 Wrocławiowi, powoli cichnie. Okrzyki oburzenia zastępowane są przez szmer codziennej pracy, szum rozmów i dyskusji, stukot palców o klawiaturę. Rozbudzone m.in. konkursem o ESK ruchy miejskie nie popadają w dogmatyczną drzemkę, lecz szukają nowych dróg realizacji swoich postulatów, nowych platform komunikacji i metod działania. Doprawdy, trudno nadążyć z lekturą kolejnych tekstów o kulturze miejskiej, partycypacji, sąsiedztwach czy nowych mieszczanach, o udziale we wszystkich debatach na powyższe tematy już nie mówiąc.

Przyznam, że mój stosunek do ruchów miejskich i rozkwitu dyskursu o mieście długo pozostawał naiwnie afirmatywny. Cieszyło mnie nagłe poruszenie, fascynowały jaskółki zapowiadające niespodziewaną zmianę społeczną. Nie trzeba heglowskiego ukąszenia, by uwierzyć, że bryła świata znów została ruszona z posad. Jednak dłuższa i wnikliwsza obserwacja rodzącego się miejskiego dyskursu zmodyfikowała moje zdanie na jego temat. Coraz bardziej obawiam się, że mamy do czynienia z projektami tylko pozornie modernizacyjnymi, a de facto regresywnymi.

Czytaj dalej…

--------------------------------------------------------------------------------------------

Bartłomiej Kozek
MIEJSKIE REWOLUCJE BYWAJĄ GORSZE NIŻ MIEJSKIE REAKCJE

Nikt nie jest idealny – od przyjęcia takiego założenia można rozpocząć dyskusję o kiełkujących w Polsce ruchach miejskich. Sprzeciw wobec polityki niezrównoważonego rozwoju, inwestowania bez planowania, tworzenia nowego miasta bez zwracania uwagę na jego dotychczasową tkankę, konsultacje społeczne, legitymizujące już dawno postanowione pomysły władz – to wszystko zjawiska, które miejskie aktywistki i aktywiści znają aż za dobrze. Nic zatem dziwnego, że zwierają szyki i wspólnymi siłami chcą znaleźć tak intelektualne, jak i praktyczne narzędzia do tego, by miejska demokracja ożywała częściej niż raz na 4 lata, przy okazji wyborów samorządowych. Ożywienie to zbiegło się w parze z rozkwitem wielu, oddolnych ruchów społecznych, najczęściej pozostających na poziomie akcji w rodzaju „byle nie na moim podwórku”. Przykład stowarzyszenia „My-Poznaniacy” pokazuje jednak, że nie zawsze tak być musi i że wspólnymi siłami takie ruchy mogą wbić szpilę w dotychczasowy, często gęsto przyjmujący znamiona oligarchii polityczny układ sił w miejskich ratuszach.

Krytyka tego typu ruchów, która objawiła się po Kongresie Ruchów Miejskich, przyjęła dwojaką formą. Z jednej strony głos zabrało środowisko poznańskiego Rozbratu, które tekstem Jarosława Urbańskiego zwróciło uwagę na średnioklasowe pochodzenie sporej części grup, biorących w nim udział, co jego zdaniem wiąże się z niedostrzeganiem związku przyczynowo-skutkowego między trapiącymi polskie miasta problemami (inwestycyjna „wolna amerykanka”, depopulacja) a zjawiskami takimi jak balcerowiczowski model transformacji, deindustrializacja czy też stosunki własnościowe.
(…)
Inne krytyczne spostrzeżenia formułuje Xawery Stańczyk w swym tekście „Konserwa u bram”. Mam z nim problem, bowiem trudno mi na bazie osobistych doświadczeń w obcowaniu z polityką miejską zgodzić z teoretycznymi założeniami tekstu. Mając w pamięci miejskie ruchy antyautostradowe, boje wokół Pola Mokotowskiego, które miało być okrojone z powodu zakusów deweloperów, czy też analogicznego sporu wokół Jeziorka Czerniakowskiego, któremu grozić może ekologiczna degradacja trudno mi przekonać się do tego, że tego typu spory wpisują się w sferę postmaterialnych rozważań średnioklasowych mieszczuchów. Prawo dostępu do zieleni nie jest jakimś abstrakcyjnym problemem dla osób starszych, dla których poruszanie się po mieście, nawet środkami komunikacji zbiorowej, pozostaje ograniczone. Świeże powietrze nie jest abstrakcyjnym problemem dla tych 1022 do 1410 mieszkanek i mieszkańców stolicy Polski, które według „Raportów o stanie zdrowia mieszkańców Warszawy” mogły umrzeć w latach 2004-2007 z powodu narażenia na nadmierne narażenie na pył PM10, szczególnie intensywnie występującego przy ruchliwych, miejskich drogach.

Więcej...


Słowa kluczowe:kongres

Komentarze (0)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

busy
Poprawiony: niedziela, 10 lipca 2011 20:33