|
Krzysztof Nawratek – Przede wszystkim Urbi...
|
|
wtorek, 01 listopada 2011 |
Przez ostatnie dwa tygodnie, na zaproszenie dyrektora zielonogórskiej BWA byliśmy wraz z moimi studentami w Zielonej Górze. Poproszono nas, byśmy zastanowili się nad problemem „umierającego” centrum miasta. Przez najbliższe kilka miesięcy moi studenci będą pracować nad różnymi projektami usiłując odpowiedzieć na postawione przed nimi zadanie, nie chciałbym więc przesądzać jakie będą ich obserwacje i rekomendacje. Jedna rzecz wydaje się jednak oczywista – nostalgiczna troska może zabić (foto Joanna Erbel).
Jak wieść gminna niesie, w latach siedemdziesiątych artyści i architekci, związani ze słynnym zielonogórskim Złotym Gronem, doprowadzili do consensusu zakazującego znaczących inwestycji na zielonogórskim starym mieście. I rzeczywiście – wszystko co ważne, wszystko co przyciąga duże grupy ludzi – dworce PKP i PKS, kampus Uniwersytetu Zielonogórskiego, wreszcie galeria handlowa Focus Park, znajdują się tuż poza granicą starego miasta. Skąd więc zdziwienie, że w centrum nic się w zasadzie nie dzieje? Centrum z samej swej istoty jest miejscem, które jest atrakcyjne dla mieszkańców i przyjezdnych. Jeśli takim być przestaje, nie jest już centrum. Co słusznie podchwycił dział marketingu Focus Park, twierdząc, że teraz ta galeria handlowa jest nowym centrum miasta (w Poznaniu centrum miasta jest oczywiście Stary Browar, a próba udowadniania, że jest inaczej i że centrum jest przestrzeń poza nim – świadczy o postępującej ślepocie). Biadolenie więc na temat „upadku” zielonogórskiej Starówki (zaprawdę, chciałbym by podobnie „upadłe” było centrum Plymouth) nie ma więc sensu – w końcu sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało. Trzymanie się kurczowo tego co jest, kończy się zawsze tak samo – zostajemy z nostalgią, wciąż patrząc wstecz, gdy teraźniejszość bije nas pałką po głowie.
W połowie lat siedemdziesiątych we Włoszech dotkniętych kryzysem paliwowym (PRL Edwarda Gierka był – w porównaniu z wieloma krajami zachodniej Europy – całkiem niezłym miejscem) chadecki rząd zaciskał pasa. Jak dziś rządy Wielkiej Brytanii, Irlandii, Grecji, Hiszpanii i wielu innych krajów. Zawsze jednak komuś zaciska się wyraźnie mocniej, innym zaś pasa się luzuje, by zmieścić rosnące brzuchy. We Włoszech w tamtym czasie, ku zdziwieniu wielu, liderzy partii komunistycznej, z Enrico Berlinguer'em na czele, wsparli prawicowy rząd, posługując się nie tylko retoryką dobra kraju, ale również głosząc potrzebę umiarkowania, jako lewicowej cnoty. Jak łatwo było przewidzieć, Włosi niechętni byli rezygnacji z posiadania nowych samochodów i większej konsumpcji, Berlinguer mimo początkowych sukcesów jednak przegrał.
Problem wydaje się polegać na tym, że mylimy dobre życie z konsumpcją. Z nadmiaru ciastek rozboli nas brzuch, lepiej zjeść jedno ciastko, za to takie, by móc się nim delektować. Konsumpcja i rosnące odsetki na koncie zapełniają pustkę życia i dają poczucie bezpieczeństwa. Ale sens życia, dobre, bezpieczne życie może być osiągnięte w zupełnie inny sposób. Przypomnijcie sobie najlepsze momenty swojego życia, te w których czuliście się bezpieczni i szczęśliwi. Nie wiem jak wasze, ale moje nie mają nic wspólnego z pieniędzmi.
W Zielonej Górze, Poznaniu, Wrocławiu i wielu polskich miastach żyje się nieźle. Polskich oburzonych uzbierało się kilka setek, tysiące – wspomagane przez rodziców – pracują za grosze lub za „bóg zapłać” usiłując zająć uprzywilejowaną pozycję w sieci wzajemnych zależności i przysług (to oczywisty i obrzydliwy rodzaj dumpingu – ja mogę za darmo, bo tatuś mnie utrzymuje). Dziś ja jestem wykorzystywany, ale za parę lat ja będę wykorzystywał. Być może części się to nawet uda . Nawoływanie do ograniczenia konsumpcji, do innego, bardziej umiarkowanego życia, rezygnacji z zabawy, nowych samochodów i mieszkań (na kredyt) nie spotka się z dobrym przyjęciem. Dyskusja o mieście jako miejscu dobrego życia a nie szalonej pracy przerywanej konsumpcją i urozmaicanej cappuccino z przyjaciółmi czy meczy piłkarskich wciąż wydaje się nudna i zbyt poważna. Wielkie Żarcie jest filmem wciąż i na zawsze aktualnym. Dobrze jest jak jest. Trzymajmy się teraźniejszości, śnijmy o wypasionych brykach i domach na przedmieściach. Rzeczywistość będzie zupełnie inna, lecz po co martwić się na zapas?

Krzysztof Nawratek
 |
|
Poprawiony: wtorek, 01 listopada 2011 17:03 |