| Obywatelstwo zbuntowanych |
| James Holston – za Res Publiką Nową |
| piątek, 18 lutego 2011 |
|
OBYWATELSTWO ZBUNTOWANYCH Dla wrogów – prawo. Pamiętam dokładnie, jak przyjechałem do São Paulo trzydzieści pięć lat temu. Mieszkałem na północnym wschodzie stanu Bahia. Mieszkali tam wielcy plantatorzy i farmerzy. Pierwszą rzeczą, jaką robili było posłanie ich dzieci do miasta, żeby studiowały prawo, żeby studiowały w ogóle. Ale szczególnie prawo. W Bahia znałem wielu ludzi, takich jak [imię i nazwisko znanego lidera politycznego], którzy całe swoje dzisiejsze bogactwo, zdobyli przez zajęcie plantacji[fazendas], a nawet poprzez usucapiao [zasiedzenie]. Zdobyli je przy użyciu usucapiao, czyli przy użyciu prawa. A biedny człowiek na swoim małym kawałku ziemi? Oni nie musieli nawet posyłać nikogo, aby sprawić, aby tacy ludzie zniknęli. Plantatorzy wykorzystywali prawo — używali go, by się wzbogacić i dymać innych. Zé, lokalny przywódca w Jardim das Camélias Brazylijczyk – obywatel? […] Gdy po raz pierwszy przyjechałem do Brazylii w 1980 roku, bardzo rzadko słyszałem słowo „obywatel” lub „obywatelstwo” w codziennych rozmowach. Z pewnością ludzie rozmawiali o przynależnym im konkretnych prawach. Jednak nie miało to widocznego związku z obywatelstwem. Prawa wydawały się być osobną kwestią, nadawane były nie ze względu na status obywatela, lecz na przykład robotnika. Czasem słyszałem słowo „obywatel” (cidadiio), jednak dla Brazylijczyków (bez względu na ich klasę) miało ono przeważnie inne znaczenie. Obywatel to ktoś, z kim mówiącego nic ważnego nie łączyło, anonimowy Jan Kowalski, który w istocie był pozbawiony praw. Spytani wprost, określali się mianem obywateli brazylijskich i zwracali uwagę na zmiany, jakie zaszły w kwestii obywatelstwa (cidadania) w okresie wojskowej dyktatury w latach 1964-1985. Zdarzało się także, że rozmówcy używali tych słów do zasygnalizowania szacunku, mówiąc na przykład, że „nie są traktowani jako obywatele, lecz są (dyskryminowani) marginalizowani” przez urzędników państwowych. Jednocześnie w prywatnych rozmowach zazwyczaj używali słowa „obywatel” w odniesieniu do czyjegoś nic nieznaczącego istnienia, przeważnie w nieszczęśliwych lub mało ważnych okolicznościach. Ludzie mówili: „ten facet to cidadiio qualque,” co znaczyło tyle, co „nikt”. Mówili tak, żeby podkreślić, że nie jest to nikt z rodziny, przyjaciół, sąsiadów, znajomych, kolegów, konkurencji, ani nikt, kogo tożsamość można by ustalić, słowem, nikt, z kim byliby osobiście związani. Oznaczało to także odrzucenie możliwości istnienia kogoś równego sobie i dzielenia z tą osobą tych samych norm społecznych. „Obywatel” sugerował dystans, anonimowość i brak wspólnych płaszczyzn. W tym ujęciu obywatelstwo jest oznaką różnic i sposobem na wprowadzenie między ludzi dystansu. Przypomina ludziom o tym, kim nie są – choć paradoksalnie, sami są przecież obywatelami – i określa obywateli jako „innych”. Nazywam to sformułowanie „obywatelstwem zróżnicowanym”, gdyż bazuje ono nie na równaniu wszystkich obywateli lecz podkreślaniu dzielących ich różnic. Co więcej, uważa się, że inni zasługują na prawo – nie w sensie prawa do czegoś, lecz prawa, które niesie za sobą szkodę i upokorzenie. Taki stan rzeczy doskonale oddaje brazylijskie powiedzenie: „dla przyjaciół – wszystko, dla wrogów – prawo.” […] Te uległe reakcje na codzienne negocjacje publicznych zachowań mają miejsce, gdy obywatele pozbawiają władzy innych obywateli, jakkolwiek dziwnie to brzmi. EMPOWERMENT następuje wtedy, gdy obywatelskie poczucie istnienia obiektywnego źródła prawości w obywatelstwie jest związane z korespondującym poczuciem subiektywnej mocy, która jest w stanie zmienić istniejący układ (prawny i inny), wywierać posłuszeństwo i narzucić określone zachowanie. Taka władza wprowadza z kolei odpowiedzialność innych względem niej. Jednak, gdy niektórzy nie posiadają władzy obywatelskiej w stosunku do innych, to wtedy ci inni stają się zwolnieni z obowiązku, pozbawieni odpowiedzialności. Jedna strona jest pozbawiona władzy, druga pozbawiona odpowiedzialności. Ten układ nieposiadania władzy przez jedną grupę i zwolnienia z obowiązku przez drugą dokładnie charakteryzuje publiczną przestrzeń brazylijskiego obywatelstwa. Brazylijczyk – mieszkaniec […] Na historyczną trajektorię obywatelstwa brazylijskiego składają się dwa aspekty. Pierwszym jest formalne członkostwo na podstawie inkorporacji do państwa narodowego, drugim dystrybucja praw, znaczeń, instytucji i praktyk, do których upoważniony jest obywatel. To połączenie wyróżniało Brazylię na tle innych państw podczas tworzenia narodów w XVIII i XIX wieku i doprowadziło do powstania obywatelstwa narodowego, w którym członkostwo od początku było powszechnie inkluzywne, a dystrybucja wyraźnie nieegalitarna. Od powstania narodowego państwa brazylijskiego przed prawie 200 laty to nieegalitarne obywatelstwo niezmiennie zachowało swoje zasady inkorporacji i dystrybucji. […] Zasiedlanie miejskich peryferii utrwaliło model dobrze znany z brazylijskiej historii zajmowania terenów ziemskich: bezprawie sprawia, że coś staje się możliwe. Sam fakt nielegalności działek na peryferiach sprawił, że grunt ten stał się dostępny dla tych, których nie było stać na wyższe ceny sprzedaży lub wynajmu legalnych domów. Co ważne, ta mieszkaniowa nielegalność w końcu doprowadziła do konfrontacji z legalnymi władzami. Zazwyczaj po długiej i żmudnej walce mieszkańcom udawało się zalegalizować swoje wątpliwe roszczenia do ziemi. W ten sposób nielegalne zamieszkanie dało miejskim klasom pracującym niezawodny dostęp do ziemi i umożliwiało uzyskanie praw własności. Miejski wydział planowania obliczył, że w 1981 roku w São Paulo znajdowało się ponad 1,2 miliona nielegalnych działek mieszkaniowych, co odpowiadało około 21 proc. całej powierzchni miasta. Peryferie São Paulo i innych brazylijskich miast zazwyczaj rozwijają się dwutorowo: poprzez nielegalne zajęcie, które otwiera drogę do osiedlenia się oraz poprzez towarzyszący temu proces legalizacji tego, co nielegalne. Pierwszy proces podtrzymuje model segregacji na centrum i peryferia, ponieważ rozwój centrum jest w przeważającej części legalny, a rozwój peryferii pod różnymi względami nielegalny. Drugi proces bardzo powoli burzy ten model. Warto podkreślić, że ta niepewna lecz mimo to produktywna relacja między tym co legalne, a tym, co nielegalne po raz pierwszy ujawniła się z początkiem kolonizacji jako strategia plantatorów stosowana do kradzieży królewskich dóbr i uzyskiwania większych zysków. Strategia ta pozostawała w użyciu przez cztery stulecia, przez co stała się wszechobecna. Dlatego zarówno w najbogatszych, jak i najbiedniejszych rodzinach brazylijskich znajdziemy legalne mienie, u którego podstaw leży zalegalizowane przywłaszczenie. […] Wszystkie elementy złych rządów prawa – normatywna nielegalność, biurokratyczne zawiłości, prawne fortele, prawo dla wrogów, pozasądowe rozwiązania i zależność legalizacji od nielegalnych praktyk – odegrały znaczącą rolę w procesie przemiany wiejskich obrzeży São Paulo w przedmieścia. Pozwoliło to spekulantom na przekształcenie opustoszałych regionów w niewyczerpalne źródło dochodów, gdyż nielegalny status tworzonych przez nich terytoriów otworzył je na biednych Brazylijczyków; sen o posiadaniu domu wydawał się realny, co doprowadziło do utrzymania wysokiej produktywności stworzonego przez nich rynku nieruchomości. Jednak złe rządy prawa przyniosły nieoczekiwany skutek. Zgodnie z przewidywaniami ideologów uprzemysłowienia, posiadanie domów zdyscyplinowało klasy pracujące. Jednak wbrew ich wyobrażeniom robotnicy wcale nie stali się posłuszni i ugrzecznieni – posiadanie domów doprowadziło do ich upolitycznienia: te same niepewne prawne i materialne warunki, które umożliwiły powstanie przedmieść, pchnęły właścicieli domów do zorganizowania sąsiedzkich stowarzyszeń jako środka do zażegnania tych trudności. […] W 1972 roku urzędnik sądu w São Paulo udał się do Jardim das Camélias, aby wręczyć mieszkańcom nakaz eksmisji. Był to dla nich pierwszy sygnał, że ich tytuły własności były oszukańcze i mogą znajdować się w niebezpieczeństwie. Gdy urzędnik chodził z informacją od domu do domu, tłumy wyległy na ulice i go zaatakowały. Przewrócili go na ziemię, porwali dokumenty i przegonili. Mężczyzna wrócił z policją, która aresztowała kilku napastników. Mieszkańcy udali się na posterunek policji, żądając ich uwolnienia, co poskutkowało kolejnymi aresztowaniami. W ciągu następnych paru tygodni sąsiedzi zawiązali stowarzyszenie walczące z eksmisją i zatrudnili jednego z wielu prawników, którzy nagle pojawili się w Jardim des Camélias. Jednak niedługo potem prawnika zastrzelono,. Jeden z mieszkańców opowiadał: „w tamtych czasach między nami a grileiros była wojna. Nie istniało żadne prawo. Jednym prawem była siła; panowała przemoc. Nic nie wiedzieliśmy o żadnych prawach. Jedyne, co wiedzieliśmy na pewno, to to, żeby pobić urzędnika sądowego.” […] To był początek długoletnich zmagań o zalegalizowanie prawa do własności ludzi, którzy nie posiadali żadnych dokumentów prawnych potwierdzających ich stan posiadania. Co się stało z mieszkańcami przedmieść, którzy w ciągu tych trzydziestu lat zamienili przemoc na mowę prawa, a reakcje na obywatelską aktywność? Starania o legalizację własności mieszkaniowej, budowę domów i osiedli, odpieranie zarzutów o nielegalne zamieszkanie i potwierdzenie ich statusu budowniczych miasta doprowadziły do bezprecedensowego zaangażowania w prawo, dzięki któremu ich liderzy nabrali pewności siebie w starciu na argumenty prawne z urzędnikami sądowymi. Doświadczenia te doprowadziły do stworzenia nowego obywatelstwa miejskiego w oparciu o trzy podstawowe procesy. Pierwszy z nich stworzył nową i alternatywną sferę partycypacji, która umożliwiała zaangażowanie w walce o prawa leżące u podstaw obywatelstwa; drugi zezwolił na nowe rozumienie podstawy tych praw i godności ludzi jako posiadaczy tych praw; trzeci zmienił relacje między obywatelem a państwem, wprowadzając nowe ramy prawne, instytucje partycypujące i tryb tworzenia agend. Ważna zmiana zaszła również w miejskich organizacjach i ruchach społecznych, gdy mieszkańcy zaczęli uświadamiać sobie swoje społeczne potrzeby, takie jak prawa obywatelskie, a do uzasadnienia swoich żądań sięgnęli po prawne argumenty. Zmiana ta miała wiele przyczyn. Mieszkańcy doszli do wniosku, że najlepszym sposobem na zaspokajanie ich potrzeb będzie nie tylko domaganie się istniejących już praw, lecz także wynajdywanie nowych, które pojawiły się na drodze ich politycznej i prawnej walki o zaistniałe praktyki. W efekcie za cel walki zaczęto uznawać zdobycie nowych praw. Zależy mi jednak na prześledzeniu nie tyle historii tego rozwoju, co doniosłości praw i natury ich konceptualizacji i argumentacji w tej walce. Argumenty oparte o prawo cieszyły się zainteresowaniem mieszkańców przedmieść, gdyż zapewniły strategię umożliwiającą zwalczanie gnębiących ich ogromnych nierówności w życiu miasta. Dyskurs zbrojnej rewolucji również podnosi to hasło. Kolejnym powodem, dla którego te argumenty cieszyły się popularnością jest fakt, że oferowały strategię przeciwdziałającą (a nie potęgującą) nielegalność i marginalizację dzięki demonstracji kompetencji („znaj swoje prawa”). Poza tym, negowały poniżenie, gdyż posiadacze praw stali się uczestnikami sfery publicznej. Częścią sukcesu argumentacji prawnej jest to, że jej środek wyrazu – prawo – jest powszechnie uważany za prawowity. Chociaż z historycznego punktu widzenia prawo służyło poniżeniu biednych, prawo pracy Vargasa dało miejskiej klasie pracującej poczucie godności, bez względu na ograniczone zastosowanie. […] W ciągu ostatnich czterdziestu lat mieszkańcy przedmieść przeżyli wiele takich demo- i mobilizacji. Dlatego zamiast upierać się przy stwierdzeniu, że znaczenie miejskich ruchów społecznych zmalało, gdyż doszło do demobilizacji, trzeba raczej zrozumieć, że ich polityczne zaangażowanie ma charakter nieciągłej zinstytucjonalizowanej mobilizacji. Lokalne organizacje stworzyły sferę lokalnego obywatelstwa, gdzie obywatele decydują o wspólnych sprawach i mobilizują się, gdy zajdzie taka potrzeba. Dlatego umiejętność ponownej mobilizacji świadczy o sile takich stowarzyszeń. […] Doświadczenie miasta jest zatem niezbędne do powstania nowej definicji obywatelstwa. Miejskie zaburzenia narodowego obywatelstwa są stosunkowo ważne, gdyż przez większą część współczesności, nie tylko w Brazylii, to naród, a nie miasto był główną domeną obywatelstwa. Jednym z podstawowych projektów nowoczesnej państwowości było zarzucenie klasycznej dominacji obywatelstwa miejskiego i zastąpienie go obywatelstwem narodowym. Jednak, jak już wspominałem wcześniej, miasta są nadal strategiczną domeną rozwoju obywatelstwa. Współczesna globalizacja dotykająca kapitału, przemysłu, migracji, komunikacji i demokracji sprawia, że miasta nabierają na znaczeniu: dzisiejsze miasta wpisują te globalne siły w przestrzeń i zależności codziennego życia, objawiając je niezwykle dużej liczbie ludzi. Miejskie ulice łączą nowe tożsamości terytorium, umowy i wykształcenia z zastanymi tożsamościami rasy, religii, kultury i płci. Tłumy na ulicach miast katalizują te nowe kombinacje tworząc aktywne części składowe ruchów politycznych, które są źródłem praw i założeń dotyczących obywatelstwa na wszystkich poziomach miejskiego życia. To z kolei przekształca znaczenie i praktyki narodowej przynależności. W ten sposób miasta dają wyraz globalnym i lokalnym siłom. W odpowiedzi na nie ludzie myślą i angażując się w politykę stają się nowym typem obywatela. W tym procesie miasta stają się zarówno miejscem, jak i materią niepewności nowoczesnego obywatelstwa i nowych jego form. […] Samoorganizacja sprawiała, że mieszkańcy-członkowie tych organizacji w końcu zrozumieli, że ich potrzeby mogą być zaspokojone nie tylko wówczas, gdy coś poświęcą (np. swój głos, wolność wyboru, godność) lecz także gdy będą domagać się uznania swojej wartości przez państwo – jako aktywnych współtwórców przestrzeni miasta, właścicieli, podatników i konsumentów. To całkowicie odwrotna sytuacja do dotychczas obowiązującej relacji patrona i jego klientów, którzy w zamian za różnego rodzaju korzyści uznawali swoją podrzędność. Przyjrzyjmy się każdej z tych postaw i ich wpływie na sferę publiczną. Mieszkańcy, spośród których bardzo często najaktywniejsze były kobiety, stworzyli nowe sposoby działania. Ich projekty dotyczyły m.in. wspólnego działa na rzecz poprawy warunków życia w tych dziedzinach, o które dotychczas nie troszczył się rząd. Stworzone projekty dotyczyły udzielania sobie wzajemnej pomocy w celu poprawy warunków życia, o które nie troszczył się rząd. Ich działania zmierzające do przejęcia zaniedbywanych sfer doprowadziły do konfrontacji z wizją państwa jako dostarczyciela podstawowych usług niezbędnych mieszkańcom. Jej wynikiem były narodziny dużo bardziej autonomicznego społeczeństwa stowarzyszeń i obywateli. Podważyło ono podstawy brazylijskiego społeczeństwa, które powstały podczas [prezydentury Getúlio] Vargasa – działającego w oparciu o zasady modernizacji i rozwoju. Zakładały one, że społeczeństwo brazylijskie nie jest zdolne do podejmowania samodzielnych, kompetentnych decyzji, a w konsekwencji którzy musiało być wprowadzenie w nowoczesność przez oświeconą elitę i jej plany rozwoju. Podczas gdy “powstańcy”- mieszkańcy peryferii uważają, że ich interesy mają źródło w ich własnym doświadczeniu, a nie państwowych planach. Chcieli pokazać, że są w wystarczającym stopniu poinformowani i kompetentni, aby podejmować decyzje dotyczące ich samych. Swoje interesy zaczęli wyrażać poprzez powstałe organizacje. Płynące stąd doświadczenia stały się podstawą obywatelskich zachowań takich jak rozliczanie instytucji społecznych, rządowych i prawnych tworzących warunki życia miejskiego. Ta nowa forma obywatelskiej partycypacji, zarządzania i mobilizacji związana była również z nowym procesem podejmowania decyzji, zapoczątkowanym przez lokalne duże przedsiębiorstwa, a które następnie stało się popularne również w mniejszych organizacjach. Polegał on na bezpośrednim, oddolnym procesie podejmowania decyzji, który stara się unikać różnicy zdań, podkreśla wagę konsensusu i zakłada, że jego uczestnikami są osoby uczciwe i sumienne. Narodził się w odpowiedzi na potrzebę wyrównania praw, która jednocześnie zakłada, jak i wymusza równość ślepą na indywidualne różnice. Celem tego wyrównania jest stworzenie poczucia solidarności lokalnej (Durham 1984; Caldeira 1988). Potrzeba równych praw nie tylko uzasadnia konkretne żądania dotyczące dostępu do zasobów i instytucji dla członków danej organizacji, lecz również dąży do powszechnej równości i godności. W ten sposób powstańcza sfera publiczna będąca częścią nowego typu obywatelstwa zakłada konkretną wizję społecznej sprawiedliwości i sprzyja rozwojowi wyobraźni demokratycznej, której celem będzie równanie , a nie różnicowanie.Chciałbym podkreślić, że to nowe obywatelstwo partycypujące nie zastąpiło starych definicji, które czyniły z obywatelstwa środek dystrybucji nierówności i różnic. Obie formy są jednakowo obecne i spierają się ze sobą we wspólnej, społecznej przestrzeni miasta. Oprócz stworzenia nowych wertykalnych relacji pomiędzy państwem a obywatelem, organizacje sąsiedzkie doprowadziły do powstania horyzontalnych połączeń pomiędzy obywatelami miasta i nie tylko. Te przekraczające lokalne granice organizacje znacznie umocniły rozwój autonomicznej cywilnej sfery obywatelstwa. Zazwyczaj z koniunkturalnych, lokalnych problemów przekształcały się one w te rozumiane powszechnie . Oznacza to, że konkretne problemy nękające daną okolicę zmobilizowały lokalne organizacje do połączenia sił. Mieszkańcy peryferii uświadomili sobie, że większość z nich stoi przed podobnymi kwestiami. W efekcie nawiązano kontakt z mieszkańcami różnych społeczności, którzy z upływem czasu stali się kompetentni w rozwiązywaniu konkretnych problemów oraz z organizacjami, które były gotowe służyć zapleczem badawczo-taktycznym. Współpraca dotyczyła trzech głównych kwestii: warunków życia w mieście, kosztów życia oraz praw człowieka. Do połowy lat 70. lokalne organizacje zajmujące się warunkami mieszkaniowymi, sporami dotyczącymi spraw własności, infrastrukturą, usługami i zarządzaniem skupiły się w kilka miejskich ruchów. Niektóre z nich stały się organizacjami ogólnokrajowymi. [m.in.: Housing Movement, the National Housing Forum, and the Movement of Sao Paulo Favelas]. Protesty przeciwko podwyżce kosztów życia i zbyt niskiej pensji minimalnej rozpoczęły się w społecznościach lokalnych, by w 1980 roku dojść do poziomu miejskich, stanowych i narodowych organizacji. Zebrano wówczas miliony podpisów pod różnymi inicjatywami. Pierwsze narodowe spotkanie w sprawie redukcji kosztów życia [The First National Encounter of the Cost of Living Movement] w 1979 roku zgromadziło ponad dwustu przedstawicieli miejskich i stanowych organizacji. Ruch ten był pionierski, jeśli chodzi o nowe strategie dotyczące sponsorowanego teatru ulicznego, stowarzyszeń młodzieżowych, zbierania petycji od domu do domu, produkcji musicali. Te nowe metody obywatelskiej partycypacji (oprócz uczestnictwa w dyskusjach i debatach) niebywale przyczyniły się do tego, że miejska biedota zrozumiała, że na podstawowe socjoekonomiczne potrzeby można spojrzeć z punktu widzenia powszechnych praw człowieka i obywatela. Istotnie, w tym okresie język praw człowieka był stosowany do omawiania kwestii obywatelstwa. Nadużycia praw człowieka przez żandarmerię zjednoczyło różne lokalne i religijne organizacje. W szeroko zakrojonej kampanii domagały się one rozpropagowania informacji na temat praw i ich łamania, stworzenia archiwum, w którym znalazłyby się odpowiednie dane i publikacje, promocji świadomości praw człowieka oraz zapewnienia usług prawnych. Na peryferiach tworzyły się centra obrony praw człowieka, które promowały międzymiastowe konferencje, aby „bronić praw ludzi” i „mobilizować obywateli do przestrzegania tych praw”. Do walki przyłączyli się ich rodacy z regionów wiejskich, z którymi wspólnie walczono o to, aby wybrane w bezpośrednich i powszechnych wyborach zgromadzenie konstytucyjne (Assembleia Constituinte, 1986-1988) wykazało się wyobraźnią demokratyczną. […] Tak więc pionierzy powstańczej i partycypującej formy obywatelstwa miejskiego w dalszym ciągu podtrzymują przy życiu kluczowe elementy reżimu zróżnicowanych form obywatelstwa, które je dyskryminuje, i któremu się na wiele sposobów sprzeciwiają. Zazwyczaj akceptują zasadę, zgodnie z którą istniejące nierówności społeczne uzasadniają dalsze nierówne traktowanie jako formę rekompensaty. W ten sposób również sankcjonują kolejne różnice i przywileje w społeczeństwie. Dotyczą “praw do miasta”, które miały fundamentalne znaczenie przy tworzeniu nowych praktyk obywatelskich na peryferiach – praw do publicznych usług i infrastruktury. Nazywam je prawami udziałowców, gdyż dla mieszkańców mają one charakter uzasadnionych żądań wysuwanych na podstawie ich udziału w mieście – w budowie miasta dzięki ich domom, w samorządzie dzięki płaconym przez nich podatkom, w gospodarce miast dzięki ich konsumpcji. Są to prawa interesariuszy, gdyż mieszkańcy uzasadniają legalność swoich poczynań tym, że wspomniany wyżej udział daje im prawo do miasta. Zatem prawa udziałowców/interesariuszy działają w oparciu o trzy tożsamości wcześniej nie kojarzone z klasą pracującą: właściciela, podatnika i masowego konsumenta. Te tożsamości zakładają istnienie [u mieszkańców] determinacji zupełnie innej od tej wymaganej do skorzystania z praw pracowniczych uzyskanych na szczeblu krajowym. Jednak ponieważ jeszcze nie wszyscy Brazylijczycy osiągnęli ten status, w niejasny sposób podtrzymują niektóre elementy obywatelstwa opartego o specjalne traktowanie. […] W brazylijskich miastach te same czynniki, których efektem było powstanie ugruntowanych reżimów, doprowadziły również do powstania obywatelskiego. Te same siły, które skutecznie podzieliły i zdominowały wiejską biedotę poprzez ograniczenie jej istnienia do „zwykłego życia” sprawiły, że miejska biedota zażądała życia na poziomie obywateli. Jednak te żądania nie są najgłośniej wyrażane w fabrykach lub urzędach miejskich, czy przy urnach, lecz w oikos, w przestrzeni prywatnej kształtującej się wraz z autoorganizacją mieszkańców, która rozpoczyna się walką o prawo do życia w mieście godnym obywatela. Dlatego żądania przeformułowania definicji obywatelstwa sprowadzały się do kwestii mieszkalnictwa, własności, robót hydraulicznych, przedszkoli, bezpieczeństwa i innych aspektów codziennego życia. Ich liderzy to „zwykli obywatele” ugruntowanego reżimu: kobiety, pracownicy fizyczni, dzicy lokatorzy, lecz przede wszystkim ci o niepewnym statusie własności, którzy mają niepewne podstawy prawne do domów oddalonych od zamieszkałego przez elity centrum. Są to obywatele, którzy w procesie budowania swojej przestrzeni mieszkaniowej nie tylko skonstruowali nowe, duże miasto lecz także przekształcali, lecz także stworzyli z niego polis, w którym istnieje inny porządek obywatelskich form. Tłum: Anna Wysokińska Artykuł stanowi wybór fragmentów książki Jamesa Holstona „Insurgent Citizenship: Disjunctions of Democracy and Modernity in Brazil”¸ Princeton University Press (2008), według wyboru Artura Celińskiego. Źródło: Res Publika Nowa Fotorelacja ze spotkania z Jamesem Holstonem które odbyło się w sali BHP w Stoczni Gdańskiej dostępna jest TUTAJ.
Dodaj do...
Poleć znajomemu
Komentarze (0)Zapisz się do kanału RRS tego komentarzaPokaż/Ukryj Komentarze Napisz komentarz |
| Poprawiony: piątek, 18 lutego 2011 22:27 |
Kanały RSS


