11 listopada, w Święto Niepodległości, była w Warszawie zadyma, głośna na cały kraj. Ponad 200 osób zatrzymano, kilkadziesiąt jest rannych, nie licząc lżejszych obrażeń. O co była ta bitwa? Dlaczego może to obchodzić miejskie ruchy i organizacje oraz ich klientelę?
Poznań – miasto wypracowanych zasad i statecznych obywateli, którzy tych zasad przestrzegają. Ci ostatni – mogący zwrotnie liczyć na miasto i jego notabli, w tym władze, które tych zasad pilnują. Do takiego obrazu miasta i poznaniaków zdążyliśmy się przyzwyczaić, taki obraz uznaliśmy za stały emblemat i takiego obrazu poznaniacy chcą bronić.
Wreszcie ciepło jest. Gorąco. Prawie dobijamy do granic polskich rekordów upałów. Dziś w Poznaniu jest pod 35 stopni w cieniu, a rekord ciepła w wolnej Polsce z 1994 r. wynosi 39,5 stopnia Celsjusza. Przed wojną, w 1921 r. zdarzyło się nawet 40,2 stopnia.
W całej Europie następuje coś, co dotąd znały tylko wielkie rewolucje i zawieruchy. Władza przesuwa się od partii, rządów i parlamentów do rozmaitych grup obywateli - pisze Marek Beylin w Gazecie Wyborczej.
Płeć nader piękna, po lekturze poprzednich wypocin autora
zbeształa go za nadmierny hurraoptymizm wiosenny. Wiosny jakoby widać nie było
naonczas. Autor roboczo potrafi zgodzić się z tak postawioną tezą, acz dodać
należy, że skoro śniegu nie ma, temperatury dodatnie i słońce się przebija, to
wiosnę czuć i basta. Ta pora roku ma to do siebie, że wszystko spod ziemi
wyłazi, a w minionym tygodniu dzienne światło ujrzało spraw kilka.
Przy okazji dyskusji nad MPZP dla Sołacza radni pomalutku ulatniali się, aż zabrakło quorum
Wielkimi krokami wiosna nadchodzi. Znowu płeć piękna zacznie kuso się nosić, a brzydsza część społeczeństwa rozpali swe zmysły żywiej krążącymi w ciałach, sokami. Święty Erazm, patron chorób jelit znajdzie dla siebie zajęć mnóstwo, a Ryszard Rynkowski ponownie pobierać będzie tantiemy za nieśmiertelne: "Kobiety lubią brąz”. Politycy na jesieni łajnem przywyborczym obrzucać się poczną, a jedna przyjaźń wystawiona zostanie na próbę, choć panowie są tak podobni, że aż, światopoglądowo, bliźniaczy.
Mimo, że zjawisko grodzonych osiedli ma zasięg globalny, w Polsce dotychczas dyskusja na ich temat przeważnie odnosiła się do amerykańskich przykładów czy też anglosaskiej literatury przedmiotu. Dlatego tak ciekawą jest książka wydana przez Uniwersytet Wrocławski pt. Za murami autorstwa Jacka Gądeckiego. Okazuje się, iż co kraj to obyczaj. Ci, którzy w wyścigu szczurów a la polonaise doczekali się swojego „M" na strzeżonym osiedlu wcale nie kupili sobie tzw. "świętego spokoju." Wręcz przeciwnie - mieszkańcy polskich grodzonych osiedli czują się oszukani, zaszczuci i przestraszeni. Kolejny dowód na to, iż w polskich miastach nie tylko nie ma miejsca dla mało (lub średnio) zamożnych - nawet i bogatym nie żyje się tutaj dobrze. Polecamy książkę oraz jej recenzję (poniżej) która niedawno ukazała się w Gazecie Wyborczej.
Pewna piękna i inteligentna, nad wyraz, dama po
lekturze jednego z felietonów oświadczyła, że ciężkość pióra odczuwa i pewne
niespójności także. Coś w tym jest, a wrażenie to pogłębi się po lekturze
poniższego tekstu, zapewne. Autor uprzedza, że tematy wymagają podejścia
ciężkiego, a to co się działo, niejednokrotnie, z harmonią ma tyle wspólnego co
picie w Szczawnicy ze… resztę dopowiedzą Państwo sobie sami.