Roczek minął
Krzysztof Ulas   
poniedziałek, 04 stycznia 2010
Image Normal 0 21 false false false PL X-NONE X-NONE MicrosoftInternetExplorer4 Rok się skończył, odszedł z hukiem, kacem, snem i innymi miłymi rzeczami. Nie oznacza to, że nie możemy go podsumować. Stowarzyszenie to ludzie, a ludzie mają pamięć. Odświeżmy, zatem naszą i waszą. Porządek niekoniecznie chronologiczny. Normal 0 21 false false false PL X-NONE X-NONE MicrosoftInternetExplorer4

Sport.

Największe i najdroższe wieści 2009 roku, to z całą pewnością utwierdzenie nas, że Euro 2012 dotknie też Poznania. 600 milionów na stadion, horrendalne opóźnienia, kupa zapowiedzi. Tak to wygląda. W okolicach Bułgarskiej powstaje i powstanie trochę mieszkań, hotel jakiś.  Spółka PBG nie wyrobiła się w terminie z oddaniem zadaszenia trybun na Stadionie miejskim. Buduje się i zbuduje masę dróg, wiele przejdzie modernizację, ale czy to polepszy ogólny obraz Poznania? Trudno na to pytanie jednoznacznie odpowiedzieć. Dowiemy się po Euro, ale nie należy spodziewać się tego, że polepszy się coś więcej niż dojazd na ulicę Bułgarską. W zasadzie tylko to się w Poznaniu dzieje i temu jednemu celowi podporządkowane są wszelkie okoliczne inwestycje. To nie uzasadnia twierdzenia, że Poznań stawia na sport. Rozpadające się ławki na stadionie żużlowym, zaniedbane obiekty Olimpii, brak ułatwień dla chcących aktywnie wypoczywać poznaniaków. Prezydent Miasta, który broni tezy, że w Poznaniu nie ma tradycji rowerowych, daje wyraz własnej krótkowzroczności i doskonale podsumowuje swoją koncepcję zarządzania. Stagnacja, brak rozwoju, kroczenie utartymi szlakami, trzymanie się stereotypów i strach przed nowym podejściem. Kondycja sportu niekopanego w naszym mieście jest raczej nieciekawa. Sportowcy światowego formatu ćwiczący pod mostami, siatkarki wyniosły się za Poznań. Sukcesy sportowe nam się przydarzają, nie są zaplanowanym chlebem powszednim. Statystyczny poznaniak w tej machinie jest widzem, nie uczestnikiem.

Budownictwo mieszkaniowe.

W 2009 roku lobby deweloperskie zwolniło tempo. Prawda to czy fałsz? Coś w tym jest, że napór osłabł. Tyle tylko, że to trochę jak z cebulą. Siedzi pod ziemią, szczypiorku nie widać, ale to nie znaczy, że jej tam nie ma. Branża budowlana nie realizuje obecnie nowych inwestycji, ale przygotowuje się na tłuste lata. Teraz jest czas na sprawy formalne, załatwienie pozwoleń, wykup gruntów i spacyfikowanie ewentualnej opozycji. Z ważnych wydarzeń odchodzącego roku na tym polu możemy wymienić kilka dobrych i, niestety, więcej złych.

1. Miasto nie wyrobiło się z Planem Miejscowym w okolicach ulicy Marcelińskiej. W efekcie Kimball wyniósł się do Tarnowa Podgórnego, a Ataner uzyskał pozwolenie i przygotował teren pod budowę domów w okolicy przewidzianej w Studium pod „wysokie technologie”.

2. Inwestor realizujący projekt „Dwór Marcelin ” gra służbom miejskim na nosie. Z uchylonym pozwoleniem na budowę, ze zbyt późno rozpoczętymi pracami, nadal robi swoje. Ostatecznie poznańska prokuratura wygrywa, uzyskując wyrok, który unieważnia pozwolenie na budowę. Inwestor jednak odwołuje się i przed NSA uzyskuje korzystną dla siebie decyzję. Prace mogą być kontynuowane, zresztą Dwór nie jest brzydkim dzieckiem. Nieślubnym i z mezaliansu, owszem, ale brzydkim? Nie, tego powiedzieć nie można, choć tutaj zdania są podzielone.

Image

3. Park Rataje . Opowieść rzeka, trwająca już blisko 50 lat. W odchodzącym roku Prezydent Miasta Poznania Ryszard Grobelny zatrzymał opracowywanie MPZP dla Parku Rataje. Dzięki tej decyzji firma „Wechta” miała sporą szansę na pozytywne zakończenie sporu o teren, na którym chce budować osiedle. Wynikła wielka wrzawa i w efekcie sprawa ruszyła. Jak się zakończy? Trudno wyrokować, magistrat jest bardzo przychylny inwestorowi. Argument, że odszkodowanie byłoby wysokie jest, przepraszam za wyrażenie, idiotyczny. Dariusz Wechta kupił teren jako parkowy, po uchwaleniu planu miejscowego, dalej takim właśnie będzie dysponował. Więc przestańmy już gadać o tych nieszczęsnych stu milionach. Sto milionów to mi Wałęsa obiecał i nie dał.

Image

4. Batalia o Sołacz i „Rozbrat” trwa. Radni miejscy ewidentnie nie mają ochoty zabrać się do pracy nad uchwaleniem MPZP dla tej okolicy. Deweloperzy, którzy kupili tamte tereny wytypowali na rzecznika swoich interesów pana Aumillera, który ze swadą dowodzi, że bałagan jest na Sołaczu. Chaszcze, śmieci, ogólny nieporządek, tak, to prawda. Prawdą jest też, że tereny należą do deweloperów. Skoro są oni aż tak wrażliwi estetycznie, niech to posprzątają. Tutaj też pada, nietrafiony argument o wielkim odszkodowaniu. Bezczelnie, ale i pomysłowo.

5.W kwestii mieszkaniowej dodajmy jeszcze fasadowe rewitalizacje kamienic. Po takim remoncie, dotychczasowym mieszkańcom pozostaje już tylko, w zasadzie, zmienić adres. Cena rośnie, a podwórka jak były kiepskie tak są. Renowacja dotyczy głównie elewacji frontowej.

Image

6.Co, zaś, dobrego? Z pozytywów można wymienić Antoninek . Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego idzie w dobrym kierunku, a Wydział Urbanistyki nie wydał warunków zabudowy dla kolejnego bloku w tamtej okolicy . Radni, jednakże też coś się nie kwapią z uchwalaniem.

Reasumując, ten rok w kwestii zrównoważonej gospodarki przestrzenią był krokiem wstecz. Poznań nie dorobił się spójnej wizji samego siebie, rządzą kruczki prawne i zaniechania. Magistrat nie ma, a może nie chce mieć realnego wpływu na to, co się w naszym mieście buduje.  Nie jest tak, że powstają tylko „chaty Gargamela”, ale niestety, trudno oprzeć się wrażeniu, że rozbudowa Poznania nadal jest puszczona na żywioł. Może dlatego sporo ludzi porzuca koncepcję: „Poznań, tu warto żyć”, na rzecz trochę zmienionej: ”Poznań, tu warto pracować, spać lepiej za miastem”. Uciekają podatki, powstają osiedla w szczerym polu, byle dalej od centrum, zgiełku, smrodu i przegęszczenia budowlanego.

Konsultacje społeczne.

To takie modne i Jazzy i Kaczi by konsultować społecznie. No dobra, to nie moda tylko konieczność. W Poznaniu fasadowość tego tworu była, jest i pewnie będzie. Najlepiej, jeszcze wychodzą narady z okazji opracowywania MPZP. Tutaj ktoś się kogoś pyta i czasami z tego jakieś rzeczy wynikają. Natomiast przy okazji konsultacji Spalarni, magistrat się ośmieszył. To nie były rozmowy tylko lekcje i pogadanki. Okazało się, że nie było alternatywnych lokalizacji, w praniu wyszło, że „Król jest nagi”. Drugą kwestią jest listek figowy jakim miał być Rowerowy Zespół Konsultacyjny, ale o tym w akapicie poniżej.

 

Zarząd Dróg Miejskich.

Image

Organizacja, która ma za zadanie budować, remontować i dbać o nasze ulice. Czasem wychodzi, czasem nie. Jako rowerzysta i kierowca mogę powiedzieć, że są ulice na których widać ciekawe rozwiązania, na których przyjemnie się jedzie, ale są też takie, przy których parasol otwiera się w bagażniku. Ulica Polska i kontynuacja na Bułgarskiej to przykład świetnego oddzielenia chodnika, jezdni i drogi rowerowej. Biegnąca, opodal, ulica Bukowska to kompletna porażka. ZDM też uległ magii rozmów ze społeczeństwem i powołał Rowerowy Zespół Konsultacyjny . Chlebem powszednim tego tworu było/jest przesyłanie projektów do zapoznania na 12 h przed spotkaniem, wybiórczość w opiniowaniu i lekceważenie rowerzystów. ZDM słucha, ale nie wprowadza w życie propozycji. Jest taka piosenka, która kojarzy mi się z rozmowami o przebudowie Przybyszewskiego. Nie, nie, nie bo nie, ot taki refren. Czasem na twarzach ludzi z ZDM można było zobaczyć głównego sponsora tej imprezy. Literkę „S” jak „Spieprzajcie dziady… i babo”.  Zespół to dziecko wylane z kąpielą, a mogło być całkiem nieźle. Zresztą w kwestii opracowywanych standardów dla budowy dróg rowerowych jest podobnie, czyli nijak. Władza nie lubi jak społeczeństwo się wtyka. Opracowuje sama, a rowerzystów do prac nad dokumentem nie dopuszcza. Ciekawe co z tego powstanie.

Spalarnia.

Sama w sobie wymaga poświęcenia odrębnego akapitu. Władze Poznania forsują pogląd, że jest niezbędna. Możliwe, ale dlaczego aż tak wielka, po co tak długo czekano z procedurami? W efekcie lokalizacja była ustalana w pośpiechu, tak też zrobiono konsultacje, których wynik był z góry przesądzony. Gospodarka odpadami komunalnymi opiera się, w coraz większym stopniu, na segregacji. Ta wielka rura musi spalać, przez co za jakiś czas sortowanie śmieci może zniknąć.  Są ciekawe alternatywy, jak kompostownie, bio gazownie, czy też nowoczesne wysypiska. U nas powstaje ogromny piec w miejscu dotkniętym mocno tragedią elektrociepłowni i oczyszczalni jak Czerwonak. Okolica jest totalnie nieprzystosowana komunikacyjnie do tego zadania, a to co Poznań mówi, to nic innego jak :”Zgodzicie się na spalarnię, przebudujemy Gdyńską, a jak nie to stójcie w korku.”. Szantaż i to bezczelny.

Komunikacja.

Image

Mijający rok był łaskawy dla MPK. Udało się kupić trochę autobusów. Niektóre kompetencje przeszły do nowo utworzonego Zarządu Transportu Miejskiego, a przetarg na tramwaje wygrał Solaris. Na koniec MPK podpisało umowę długoterminową na świadczenie usług komunikacyjnych w Poznaniu. Tylko żeby nie było, ZTM nie wie ile jakich biletów, gdzie ma. Nie ma pojęcia i możliwości by kontrolować sieć dystrybucji i wycofywanie określonych produktów ze sprzedaży. Totalną porażką był okres wakacyjny, kiedy to na Winogradach skasowano autobusy „za tramwaj”. MPK z kolei dołożyło wielu starań, by wyrugować z przetargu zakłady Cegielskiego, jako zbyt mało doświadczone. Kto wygrał? Solaris, firma, która swój pierwszy wyprodukowany tramwaj pokazała na jakichś targach w… 2009. W kwestii indywidualnego transportu kołowego miasto rozszerzyło strefę ograniczonego (płatnego) parkowania. Zamiast zachęcać do tramwajów, magistrat woli zniechęcać do samochodów. Jeśli chodzi o rowery, Prezydent Miasta Poznania Ryszard Grobelny, uznał brak tradycji w tej dziedzinie. Tak więc po Poznaniu rowerem poruszać się wolno, jeśli już ktoś się uprze. W końcu rowerzyści to spocone brudasy, N’est ce pas? W naszym mieście przybywa samochodów i rośnie zapotrzebowanie na miejsca postojowe. Czy partnerstwo publiczno-prywatne rozwiąże problem? Na jakiś czas. Budowa nowych parkingów i kolejnych dróg na krótką metę przynosi korzyści, ale w dłuższej perspektywie czasowej po prostu zwiększa ruch samochodowy.

Zieleń.  

Image

Przygotowania do Euro idą pełną parą. Z tej okazji panuje się wyciąć w okolicach stadionu kilkaset drzew. Przykład, chociażby, ulicy Ptasiej pokazuje jak symboliczne są nasadzenia kompensacyjne i jak poszczególne jednostki przerzucają się za to odpowiedzialnością. Wiadomo, że nie da się prowadzić inwestycji bez pewnych kosztów i strat , a czasami kompromis jest niezbędny, ale w Poznaniu tnie się zupełnie bez pardonu. W końcu co ma drzewo? Drzewo ma nie przeszkadzać. Żeby nie marudzić tylko, z okazji mistrzostw wioślarskich uporządkowano ładnie zieleń na Malcie, bardzo przyjemnie prezentuje się, również ulica Solna. Mamy w Poznaniu kilka bardzo przyjemnych skupisk zieleni, w których przyjemnie spędza się czas. Szkoda, że miejskie zbiorniki wodne są mocno zanieczyszczone. Kąpiel w jeziorze Maltańskim to dość karkołomne przedsięwzięcie.

Hałas.

Image

Otacza nas codziennie. Denerwuje, nie pozwala się skupić, można do niego przywyknąć, z kilkoma wyjątkami. Jednym z nich jest ryk, generowany przez samoloty stacjonujące w bazie wojskowej na Krzesinach . Miniony rok był wielką przepychanką miedzy wojskiem, Ministerstwem, a Wojewodą Wielkopolskim. Wojewoda nakazał wojsku wprowadzić monitoring hałasu, minister uchylił decyzję. Stowarzyszenie My-Poznaniacy nie zostało uznane za stronę w tym postępowaniu. Całość, jednak toczy się w sąsiedztwie ludzi. Takich zwykłych, chcących w spokoju i po cichu… żyć. Oni nie chcą kasy, tylko ciszy. Niedawno oliwy do ognia dolała wiadomość o strefie zrzutu w Kamionkach i okolicach. Baza lotnictwa na Krzesinach jest czynnikiem limitującym rozwój Poznania i sąsiednich gmin, a do tego stwarza potencjalne zagrożenie dla całej okolicy.

Kryzys.

Jaki był w Poznaniu? Niewątpliwie dało się go odczuć w postaci zmniejszonych wpływów do miejskiej kasy. W 2009 roku dość mocno wzrosło bezrobocie, a upadło o ponad 100 % więcej firm niż analogicznie w 2008 roku. Zarządzający Poznaniem okazali się bezsilni w obliczu spowolnienia gospodarczego. Sukces ma wielu ojców, ale nawozem klęski nikt nie chce zostać. Fani dmuchanej kulki, kopanej przez kilkunastu spoconych facetów, mogą spać spokojnie. Kasa na stadion będzie. Trochę dróg się zrobi, w budżecie są też pieniądze na kulturę. Jaką? Masową, strasznie drogą, głośną i okazjonalną. Mowa o Rock In Rio. Ogólnie w kwestii kultury ubiegły rok był ciekawy. Poznaniacy chętnie odwiedzają teatry i operę. Miasto chce zainwestować w remont biblioteki i Zamku Cesarskiego. Znajdzie się też grosz na nową trasę tramwajową i zajezdnię na Franowie. Rowerzyści mogą się co najwyżej pocałować w figę z makiem. Im się dostały grosze, więc drogi będą dalej budowane byle jak i przy okazji. Natomiast jak tak na budżet spojrzymy w szerszej perspektywie, nasuwa się dość niewesoła refleksja. Kryzys nie sprawił, że włodarze naszego miasta zaczęli rozważniej wydawać pieniądze. Wręcz przeciwnie, wartkim strumieniem złotówki przelatują przez palce. Obecny budżet oznacza stagnację, inwestycje nastawione na konsumpcję, czy to pozwoli nam przetrwać problemy gospodarcze i mniejsze wpływy do miejskiej kasy? Niekoniecznie. Więcej o budżecie w artykule.

Podsumowując, z całą pewnością zabrakło wielu tematów. Nie sposób spamiętać wszystkiego. Dlatego serdecznie zapraszamy do podsumowywania minionego roku w komentarzach. Razem odświeżmy sobie pamięć, by uniknąć błędów w przyszłości.

Krzysztof Ulas

Komentarze (0)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

busy
Poprawiony: piątek, 27 sierpnia 2010 18:01