Syty poznaniak śpi?
Beata Anna Polak, Tomasz Polak   
niedziela, 06 lutego 2011
b_250_150_16777215_0___images_stories_pp_polakowie.jpgPoznań – miasto wypracowanych zasad i statecznych obywateli, którzy tych zasad przestrzegają. Ci ostatni – mogący zwrotnie liczyć na miasto i jego notabli, w tym władze, które tych zasad pilnują. Do takiego obrazu miasta i poznaniaków zdążyliśmy się przyzwyczaić, taki obraz uznaliśmy za stały emblemat i takiego obrazu poznaniacy chcą bronić.




Tymczasem ostatnie wydarzenia w Poznaniu zaburzają ten obraz, pokazują spękania, a reakcje poznaniaków nań pokazują, że nie bardzo wiedzą, co z tymi pęknięciami zrobić. Bo jak to możliwe, żeby w naszym mieście miały miejsce takie grandy jak źle funkcjonujące knajpy czy stadiony. Przecież nie w „porządnym” Poznaniu, który od lat słynie z praworządności i sumienności! Wszędzie, tylko nie u nas!


Lepsi i gorsi poznaniacy

Obserwujemy procesy łatania dziur w wyszczerbionym wizerunku miasta i jego mieszkańców co najmniej z niepokojem, jeśli nie z przerażeniem. Najpierw poziomem wypierania problemów, potem – jak już się ich nie da wyprzeć – próbami dopasowywania rzeczywistości do obieranych naprędce teorii zmniejszających winę tych, którzy te sytuacje sprokurowali. I tak: dowiadujemy się, że to wcale nie tak, że kibica, który przyszedł z rodziną na mecz Lecha, sponiewierano plując jemu i jego żonie w twarz, popychając go, bluzgając nań i wyrzucając ze stadionu. To on, ów kibic, nie potrafił się odpowiednio zachować na naszym poznańskim (czyli: czyim?) stadionie, a konkretnie na trybunie „wiary Lecha”. Dowiadujemy się, że to wcale nie tak, że Romom, poznaniakom romskiego pochodzenia, zakazano wchodzenia do publicznych lokali, ale że oni sami się z owej przestrzeni usunęli, nie potrafiąc się w niej odpowiednio zachować. Mamy więc do czynienia ze swoistym fenomenem: istnieją poznaniacy lepsi i gorsi. Ci, którzy mogą przebywać bezpiecznie w przestrzeni publicznej miasta i ci, którym to jest uniemożliwiane. Kim są jedni i drudzy? Czy istnieją także poznaniacy, których to rozróżnienie obchodzi? A może są trzy grupy poznaniaków: krzywdzący, krzywdzeni i obojętni? Czy chcą i muszą mieszkać w jednym Poznaniu? I na mocy jakich praw?

b_250_150_16777215_0___images_stories_nasze_tematy_homeless20dinner.jpgCiekawe są relacje między tymi grupami. Ciekawe są tworzone przez nie narracje, które te prawa opisują. Tworzone przez jednych ponad głowami drugich, instrumentalizujące ich, mimo że się do nich odnoszą. Dowiadujemy się z nich (z tych narracji) naprawdę ciekawych rzeczy – takich, które wnoszą nowe „światło” do dotychczasowej wiedzy. Różnojakiej. Zawrotnie nowatorskiej. Dowiadujemy się, że Romowie en masse kradną, żebrzą, chuliganią, i dlatego trzeba ich en masse wyrzucić poza nawias „porządnej” społeczności. Że knajpa, czy szerzej lokal gastronomiczny czy rozrywkowy, może być traktowany jak prywatne mieszkanie, do którego wolno wpuścić jednych, a nie wpuścić drugich – z podaniem przyczyn lub też nie. Że to są zasady ogólne, wszystkim znane (a kim są ci wszyscy?). Że na stadionach obowiązuje dress code: kibic ubrany na biało-czerwono jest ubrany w sposób niewłaściwy, i zostaje „wyproszony” niczym z eleganckiego przyjęcia. Że na tych stadionach obowiązuje savoir vivre: stać spokojnie i przyglądać się rozgrywce jest zachowaniem nieprzyzwoitym. Że na stadionie obowiązuje przydział miejsc: na niektórych trybunach wolno przebywać tylko wybrańcom. I że te zasady także są dobrem wspólnym: wszystkim poznaniakom są ponoć znane.

Porządek, zasady i wstyd

To domniemanie, że powyższe zasady są wszystkim poznaniakom znane, szczególnie nas zainteresowało. Oburzenie sporej części poznaniaków, że w ogóle trzeba się z tych zasad tłumaczyć, kazało nam umiejscowić owo domniemanie w tle stereotypowego obrazu Poznania i poznaniaków: porządny poznaniak ma swoje zasady, i ich przestrzega. I faktycznie, MA. Koło się zamyka. Zasady są bowiem przestrzegane.

b_250_150_16777215_0___images_stories_nasze_tematy_zebracy1.jpgPrzyjrzyjmy się ponownie owym zasadom. Rom jest en masse chuliganem i brudasem, prawdziwi kibice to tylko nasi kibice. I szlus, porządek musi być. Wszyscy pilnujemy porządku. Poznańskiego porządku. Jak nie przepisami, to oddolną organizacją: policją knajpianą czy stadionową. Dobrze zorganizowana oddolnie społeczność, samopilnująca się i samoregulująca. Nic, tylko wzór dla innych miast.

Tylko: dlaczego wstyd? Przynajmniej nam, kiedy o tym mówimy. Czyżbyśmy stanowili kolejną, czwartą już, grupę wśród mieszkańców tego miasta? Oprócz krzywdzących, krzywdzonych, obojętnych, są jeszcze inni, którzy ośmielają się mieć inny pomysł na owe zasady, w tym na zasadę główną: porządność? Tak. Jest kilka takich osób, a nawet kilkaset, a może i kilka tysięcy. Poznaniacy ci pytają: dlaczego owe oddolne zasady są sprzeczne z ogólnym prawem, i dlaczego to nie budzi wątpliwości u innych poznaniaków? Czy poznaniacy grupy pierwszej i trzeciej (krzywdzący i obojętni) o tym nie wiedzą, czy udają że nie wiedzą? Dlaczego kiedy grupa druga (krzywdzeni) pyta o to, z jakiej racji traktuje się ich niezgodnie z prawem, pytanie to pada na jałową glebę. Jak to jest, że poznańska porządność i prawość stają się bandytyzmem i bezprawiem? Że owo dobro wspólne staje się cudzą krzywdą? Że samoregulacja i samoograniczenie stały się terenem, po którym hula przestępczość? Jakie procesy zaszły, że uśpiły czujność wielu poznaniaków i pozwoliły zadowolić się już tylko blichtrem dawnej świetności?


Krok po kroku…

Zapewne procesy te nie zaszły w mgnieniu oka. Nikt nie przeprowadził w Poznaniu rewolucji w tym względzie. Nie można nie widzieć, że oddawano po kolei małe przestrzenie, że zło wchodziło podstępnymi etapami i podszywając się pod dobro. Zabierzemy wam park, ale damy wielki dom handlowy. Zabierzemy szkołę, ale damy poczucie „sprawiedliwości dziejowej”, wywieziemy poza granice miasta bezdomnych, ale damy wam od nich spokój (pomysł, horrendalny, na jaki nie zdobyła się dotąd żadna gmina w Polsce!). Protestu nie będzie, a potem zniknie kolejny park, księgarnia (wszak zarobki miasta są najważniejsze), kino (macie multipleksy z nowymi fotelami), zrezygnujemy z modernizacji komunikacji miejskiej i dróg rowerowych (wszak macie samochody więc połatamy wam drogi samochodowe – ale fajnie!), odpowiedzialnym za kulturę w mieście uczynimy osobę, dla której elementarnie przyzwoite relacje ze środowiskami twórczymi nie istnieją (za to dostaniecie parę historycznych przedstawień).

Tak odbiera się kawałek po kawałku, nie licząc się z protestami – bo protestuje niewielu, a reszta przecież się cieszy! A syty poznaniak śpi albo udaje, że śpi. Bo przykład idzie z góry. Z góry, czyli stamtąd, gdzie ponoć obowiązuje prawo i porządek. A poznaniak wierzy w prawo. Najbardziej zaś wierzy w to prawo wtedy, gdy sam jest syty. Albo gdy kupi ułudę sytości. Sytymi rządzi się łatwo, bo sytość sytych usypia znakomicie. Zwłaszcza jak mają stale przy sobie nieskalany własny wizerunek. Sytego i porządnego poznaniaka właśnie.

b_250_150_16777215_0___images_stories_nasze_tematy_ebractwo_rozbrat.jpgAż doszło do całkowitego wynicowania wizerunku Poznania. Przerżnięta z kretesem szansa na Europejską Stolicę Kultury, blamaż za blamażem, wreszcie ostatnie wydarzenia, które pokazały, że prawem staje się bezprawie. Gorzki śmiech w całej Polsce. Ale i przerażenie. Pytania: czy to naprawdę możliwe? W Poznaniu?


Ile się musi stać, by poznaniak wreszcie dostrzegł, że w tym obrazie nic się nie zgadza. Poza ramką, czyli tytułem: Poznań miastem braku zasad.

Poznaniaku, kimkolwiek jesteś: krzywdzącym, krzywdzonym czy obojętnym, czy też tą obojętnością przerażonym: już nie możesz tego nie widzieć. Zasady i porządność lokują się gdzie indziej. Możliwy jest porządek, czyli bezpieczeństwo na stadionach, możliwe są spokojne knajpy, do których wchodzi każdy, kto ma ochotę, możliwy jest brak korupcji i kolesiostwa wśród miejskich notabli. Poznań nie musi być pośmiewiskiem innych. Musimy tylko wszyscy wziąć się do pracy, by wypracować elementarne, jeśli już nie wysokie, standardy publiczne. To my nadal mamy klucz do tego. Nie jest tak, że musimy go oddawać kibicom czy właścicielom knajp, albo skorumpowanym i nieudolnym urzędnikom. Miasto psuje się od głowy, i zepsuło się niestety aż do dołów. Teraz doły muszą zacząć się naprawiać, by wygenerować nową, porządną górę. Bo inaczej doły rzeczywiście staną się górą, a wtedy biada nam wszystkim.

PS. Tym, którzy nie są nadal przekonani, jak bardzo popsuł się „poznański porządek”, radzimy dla przykładu wybrać się w podróż poza granice województwa. Drogi województwa wielkopolskiego naprawdę pokonują każdy optymizm. Czasy ich świetności, jak czasy poznańskiej porządności, dawno już za nimi.


Beata Anna Polak, Tomasz Polak
Słowa kluczowe:stadion

Komentarze (0)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

busy
Poprawiony: piątek, 25 lutego 2011 09:54