| Mniej kasy dla osiedli – wyda ją prezydent! |
| Michał Kucharski |
| piątek, 27 stycznia 2012 |
|
Publikujemy list Michała Kucharskiego, radnego rady osiedla Naramowice, w sprawie cięć budżetowych zmniejszających środki dysponowane rad osiedli. Nie chodzi tylko o sprawy doraźne, lecz problemy systemowe. Skoro rady osiedli mają coraz większe uprawnienia i pochodzą z demokratycznego wyboru, to nie można ich traktować jako urzędniczej, podległej delegatury organu jakim jest Prezydent Miasta Poznania. Poznań, 19.01.2012 r. List ws cięć budżetowych w funduszach rad osiedli proponowanych przez prezydenta Poznania Jako radny Osiedla Naramowice pragnę wyrazić swój głęboki sprzeciw wobec dążeń Prezydenta Miasta Poznania do ograniczenia funduszy przyznanych radom osiedli, co prowadzi do faktycznego blokowania ich działalności. Latem 2011 roku dotarły do naszej rady osiedla informacje, że otrzymamy więcej pieniędzy niż rok wcześniej i w oparciu o ówczesne, przekazane nam przez urząd wyliczenia, przystąpiliśmy do prac nad budżetem osiedla. Kilka miesięcy po przyjęciu przez nas budżetu na rok 2012, pod koniec ub. roku, z doniesień medialnych oraz dzięki uprzejmości radnych miejskich poznaliśmy propozycję prezydenta Poznania Ryszarda Grobelnego dotyczącą obcięcia funduszy przyznanych radom w całym mieście o niemal 14%, czyli 2 miliony złotych z pierwotnej sumy. W sytuacji, gdy rady osiedli, w tym nasza, zakończyły już prace nad swoimi budżetami, Prezydent postanowił zmienić zasady gry – w trakcie jej trwania. Nie konsultując tego z głównymi zainteresowanymi, czyli radami osiedli, wystąpił z propozycją znacznych ograniczeń finansowych. Znamy już szczegóły sytuacji budżetowej, która sprawia, że już po uchwaleniu budżetu będzie trzeba ciąć wydatki już w kolejnych miesiącach. Jedną z ofiar dotychczasowej błędnej polityki miasta, będą właśnie rady osiedli. Z pewnością znajdzie się grupa „odpowiedzialnych” radnych, którzy stanowiąc większość przegłosują taką propozycję. Radom osiedli w Poznaniu z kolei nie pozostawi się wyboru jak zmienić swoje, już uchwalone budżety. Co jednak radni zrobią jeśli wszystkie przyjęte projekty będą już w realizacji? Trudno usłyszeć od władz miasta odpowiedź na to pytanie. Jesteśmy zobligowani, w przypadku zakupu pomarańczy czy napojów na festyn, do przedstawienia urzędowi trzech różnych propozycji cenowych, z trzech różnych sklepów. Kiedy jednak chodzi o poważne inwestycje zostajemy postawieni przez miejskie jednostki przed następującym wyborem – możemy dać tyle ile oczekuje ZDM, co stanowi nieco mniej niż połowę naszego budżetu, albo nie możemy liczyć na realizację naszych planów. Brak możliwości wyboru wykonawcy zadania właściwie odbiera nam możliwość sensownego gospodarowania przekazanymi środkami, ogranicza szanse realizowania zadań osiedla. I stawia w złym świetle wobec mieszkańców, przed którymi to radni osiedlowi, a nie prezydent, odpowiadają za ewentualne „wycięcie” takiej, a nie innej inwestycji. Może czas, by radni miejscy podjęli odważne decyzje i oddali więcej władzy w ręce mieszkańców? Czas kryzysu to dobry czas na zakończenie reformy jednostek pomocniczych i wprowadzenie budżetu partycypacyjnego. Zamiast ciąć wydatki rad osiedli należy przyznać im więcej pieniędzy, a najlepiej przekazać je bezpośrednio mieszkańcom Poznania. Sondaż deliberatywny był od początku kpiną z opinii poznaniaków, gdyż ostatecznie niemal żadne z jego rozwiązań nie znalazło miejsca w budżecie, a on sam odszedł już niemal w całkowite zapomnienie. To w okresie kryzysu władze Porto Alegre, pioniera w budżecie partycypacyjnym, oddały bardzo wiele decyzji finansowych w ręce mieszkańców, dzięki którym przestały powstawać inwestycje nietrafione, a pieniądze trafiały tam, gdzie powinny. Czy poznańską radę miasta stać na tak radykalny, ale jak najbardziej słuszny krok? Żywię nadzieję, że tak. Z poważaniem ![]() Michał Kucharski Rada Osiedla Naramowice
Dodaj do...
Poleć znajomemu
Komentarze (1)Zapisz się do kanału RRS tego komentarzaPokaż/Ukryj Komentarze ...
Dobry tekst. Ze swojej strony dodałbym jeszcze zwiększenie odpowiedzialności radnych osiedlowych. Niestety borykamy się przy tym również z brakiem możliwości realnego przełożenia i realizacji potrzeb mieszkańców w rzeczywistym gremium decyzyjnym, którym jest rada miasta i jednostki podległe magistratowi. Z jednej strony jesteśmy wygodni bo jesteśmy pierwszą linią "frontu", z drugiej zaś zbyteczni bo trzeba nas finansować i wysłuchiwać. Przy takiej mentalności cały sens istnienia jednostek pomocniczych zakrawa na parodię. Pozdrawiam
Napisz komentarz |
| Poprawiony: piątek, 27 stycznia 2012 14:22 |
Kanały RSS



