Poznań: od aglomeracji do światowej metropolii?
Marek Bańczyk   
poniedziałek, 15 marca 2010
Aby zbudować najlepszy Poznań dla mieszkańców, musimy zmienić naszą aglomerację w metropolię. By to zrobić, musimy skorzystać z dobrobytu świata. A żeby z niego skorzystać, musimy wygrać drugą pozycję w Polsce - pisze specjalista w dziedzinie promocji miast Marek Bańczyk.

 

Misją miasta jest zapewnianie mieszkańcom jak najlepszych warunków do realizacji spełnionego życia. Aglomeracja poznańska jako silny ośrodek regionalny czy nawet krajowy nie może spełniać tej misji istotnie lepiej niż obecnie, w 2010 r. Wyraźna poprawa nastąpi, jeśli staniemy się metropolią funkcjonującą w sieci międzynarodowej.

Miałem niewątpliwy honor uczestniczyć w badaniach diagnostycznych, prowadzonych niedawno przez wiele zespołów naukowych z poznańskich uczelni dla Rady Aglomeracji Poznańskiej, a koordynowanych przez prof. Tomasza Kaczmarka z Centrum Badań Metropolitalnych. Niniejszy artykuł opiera się na podsumowaniu tych badań w zakresie, którym się zajmowałem, a więc: globalizacji i metropolizacji.

 

Po co nam metropolia?

Miasta istnieją dzięki mieszkańcom i dla mieszkańców. Ale miasta żyją też własnym życiem, rozwijają się, zatrzymują lub zwijają według rytmu, którego mieszkańcy nie mogą łatwo i bezpośrednio kontrolować. Nie da się zadekretować dobrobytu ani rozwoju. Tu działają inne siły, decydują procesy przebiegające pod powierzchnią zjawisk widocznych gołym okiem na ulicy. Dlatego z taką uwagą próbujemy badać, co dzieje się z miastami, jak funkcjonują i jakim podlegają przemianom i jak same zmieniają świat. Metropolia to miasto, w którym istnieje najwięcej opcji wyboru ścieżki życiowej, najwyższy poziom tych opcji oraz najwięcej materialnych szans na realizację tych opcji. Dotyczy to i kariery, i czasu wolnego. I biznesu, i nauki, i spraw społecznych, i duchowych. Metropolia to i wielkie korporacje, i drobny biznes, a także - i wieżowce, i squaty. Yuppie i anarchiści. Dominikanie i kibole. Parady równości i marsze dla życia. Metropolia to żywioł miasta na najwyższym poziomie.

Chcemy być metropolią, bo w metropolii żyje się lepiej i pełniej niż poza nią. Z drugiej strony, nie możemy samym chceniem zmienić Poznania w metropolię. Nie znaczy to, że rozwój miasta od nas nie zależy. Owszem - może zależeć. Ale wymaga to pewnej odwagi do nazwania rzeczy po imieniu, a z drugiej strony - do nieukrywania ambicji. Kto gra na remis - zawsze przegra.

 

Mapa Polski: gdzie jesteśmy?

Nasza pozycja w krajowej sieci miast jest zadziwiająca. Można ją ogólnie sprowadzić do miejsca nr 4. Na taki rezultat wskazywałyby wyniki raportu NORDEA METROX.2009, jak i wnioski z "Polska nauka w sieci? Przestrzeń nauki i innowacyjności. Raport z badań" (autorstwa A. Olechnickiej i A. Ploszaja z EUROREGu przy UW). Taki ogólny wniosek jednak nie wystarczy. Po pierwsze, obsada miejsc 2.-4., a nawet: 2.-6. jest w Polsce wciąż nietrwała. Po drugie, ocena Aglomeracji Poznańskiej obfituje w wiele sprzeczności, które lepiej wydobyć i przemyśleć niż uśrednić i zignorować.

Gospodarka: drugie miejsce na drugim biegu. Ile wytwarzamy? Dużo. W porównaniu PKB Aglomeracja Poznańska przewyższa każdą aglomerację polską oprócz warszawskiej. Jest to też zasługa okalających gmin: „sam” Poznań byłby w takim porównaniu trzeci (minimalnie za Krakowem). W przeliczeniu na głowę mieszkańca jest jeszcze lepiej: Poznań jest nie tylko nr 2 za Warszawą. Właściwie tworzymy jednoosobową Klasę nr 2, podczas gdy Kraków, Wrocław, Silesia i Trójmiasto to klasa nr 3. Wreszcie, nasze suburbium jest najbogatsze w Polsce (porównywalna jest tylko zachodnia część suburbium warszawskiego). Metropolia to jednak nie tylko „ile”, a również „jak”. Ważne jest to, czy wartość bierze się z przemysłu, czy z usług, oraz - z jakich usług. Przemysł to ok. 85 proc. średniej produktywności pracy, usługi typu handel, naprawy - ok. 115 proc. natomiast usługi wysoko profesjonalne - ok. 160 proc. Dlatego nowoczesne metropolie mają stosunkowo niewiele przemysłu i jego rola w tworzeniu bogactwa spada. Mają za to dużo usług profesjonalnych, których rola szybko rośnie. Pod tym względem Aglomeracja Poznańska to słaby nr 6 w Polsce. Z wielkich aglomeracji mamy najmniejszy udział usług wysoko profesjonalnych w PKB i udział ten najwolniej rośnie. Strukturalnie gospodarka poznańska nie jest zbliżona do biznesowej metropolii, którą jest Warszawa (wartość usług 2,35 razu większa niż wartość przemysłu), tylko do ośrodka przemysłowego, którym są np. Katowice (wartość usług mniejsza niż wartość przemysłu, w Poznaniu - 0,7). Mamy poziom gospodarki wschodzącej metropolii, ale strukturę - zupełnie NIEmetropolii. Można to porównać motoryzacyjnie: mamy generalnie mocniejszy i lepiej dotarty silnik i dlatego nadal wyprzedzamy samochody Wrocław, Kraków czy Trójmiasto, mimo że jedziemy na drugim biegu (późno przemysłowym), podczas gdy pozostała trójka - na trzecim (wczesno metropolitalnym), a Warszawa - na czwartym (metropolitalnym). Drugi bieg ma swój limit, nawet w supermocnych silnikach. Tak samo jest z gospodarką Poznania. Ma wielki potencjał, ale złe przełożenie (usług wysokowartościowych do przemysłu) i właśnie osiąga swój limit.

Globalna sieć miast: debiut niezły, ale świat ucieka. Polska - też. Miasta w XXI wieku na całym świecie są połączone. To sieć przepływu procesów: informacji, idei, rozwiązań, transakcji, a także przepływu zasobów: kapitału i ludzi. Ta sieć pozwala miastu szybciej i lepiej się rozwijać. Do tej pory w międzynarodowych badaniach takiego usieciowienia (Globalization and World Cities) Poznań nie był notowany. W najnowszym badaniu (2008/9), z wynikiem 0,10 lidera (Nowy Jork) zostaliśmy sklasyfikowani na miejscu 252. na 526 miast badanych, w otoczeniu, m.in.: Bordeaux, Turynu, Hannoveru, Bremy czy Cincinnati. Nieco poniżej Poznania lokuje się Kyoto, drugie miasto Norwegii. czyli Bergen czy niemieckie Essen. Wg badań GaWC 2008 Poznań należy do TOP3 miast Polski (za Warszawą i Krakowem, przed Wrocławiem) i plasuje się w poczekalni miast globalnych.

Z poczekalni można jednak nie wyjść albo wypaść do tyłu. Pod względem liczby spółek zagranicznych, nie jesteśmy w obecnie TOP3 Polski i - co gorsza - nie zmierzamy w stronę czołówki. Poznań ulega obecnie relatywnej kapitałowej deglobalizacji. Spółki zagraniczne mnożą się u nas wolno, wolniej niż w Warszawie, Krakowie czy Wrocławiu. Każdy rok niewykorzystywania globalnego kapitału jest dla metropolizacji Poznania rokiem straconym. A kto pozyska kapitał globalny, wzmocni również lokalny biznes. Kto ograniczy się do lokalnego biznesu, ten sam się odetnie od zasilania i niczego nie wzmocni.

Atlas świata: jesteśmy w czołówce Polski i Europy Wschodniej, choć nie ma nas wcale. Aglomeracja Poznańska uplasowałaby się wśród czołowych 150 gospodarek miejskich na świecie (PKB PPP - parytet siły nabywczej). Bylibyśmy w dole rankingu, ale nie na szarym końcu - ok. miejsca 135., wyraźnie za Warszawą (86), a przed Krakowem (138). W zestawieniu na głowę mieszkańca bylibyśmy nawet na granicy pierwszej setki światowych miast (ok. 104), tuż po Warszawie. Bylibyśmy i właściwie jesteśmy, tylko firmom, które przygotowały tego typu globalne zestawienia PKB, nie wpadło do głowy, żeby uwzględnić Poznań, mimo że brały pod uwagę słabszy pod każdym względem Kraków (np. PriceWaterhouse Coopers, PKB miast 2005, 2008 czy OECD Competitive Cities In Global Economy 2007). W rzeczywistości, gdyby w gospodarczym atlasie świata miały być zaznaczone dwa miasta Polski, powinny to być bezwzględnie: Warszawa i Poznań. W Europie - jeszcze lepiej: Poznań niedawno wyprzedził Berlin (PKB per capita, PPP). Jesteśmy pierwszym i jak dotąd jedynym miastem Europy Wschodniej, które nie będąc stolicą, przebija średnią UE (o ok. 10 pkt proc. PKB wg danych Eurostat i GUS za 2007).

Niestety, poza GaWC, w najważniejszych globalnych rankingach i raportach nie ma po nas śladu. Czasami to błąd autorów, ale w badaniach innych wymiarów niż gospodarka po prostu nie dajemy rady. Nie jesteśmy nawet blisko poziomu globalnego w skali i jakości życia - ani pod względem kreowania produktów kulturowych (Art Newspaper), ani pod względem dostępności światowej (Airports Council Intl), ani nawet pod względem możliwości nabywczych (UBS). Aglomeracja Poznańska nie jest też globalnie zauważalnym producentem wiedzy (Web od Science), ani liczącym się w skali ponadnarodowej centrum handlu (Mastercard WCoC). Nie dziwi już nawet, że europejscy inwestorzy rok w rok uparcie nas nie zauważają (ECM). Kto wypadł z globalnego obiegu, ten aktywnością, a nawet hiperaktywnością zabiegania o pojedynczych inwestorów po prostu wiele nie zdziała. Nie zawrócimy nurtu, machając wiosłami, musimy wbić się w nurt.


Mapa Polski: gdzie będziemy?

Na podstawie wyników GaWC i METROX 2008 zbadaliśmy kilkanaście sieci miast w państwach, które z globalnego dobrobytu korzystają dłużej i mocniej niż Polska. Mamy generalnie trzy główne możliwości: strukturę centralną, dualną i policentryczną. Centralna oznacza jedno miasto dominujące o wysokiej pozycji na świecie, dalej długo nic, oraz kilka miast dużo słabszych. Tak jest w Wielkiej Brytanii, Francji i Rosji, choć system rosyjski może ewoluować w stronę dualną. Struktura dualna to dwa silne miasta, oba wysoko w strukturze światowej, z których najczęściej jedno jest stolicą, a drugie - najważniejszym kontrapunktem, rywalem stolicy. Tak jest we Włoszech i w Hiszpanii. System policentryczny oznacza natomiast kilka miast, które mimo że hierarchicznie ułożone, wszystkie uczestniczą na wysokim poziomie w wymianie światowej. Tak jest przede wszystkim w Niemczech (6 miast), ale w podobną stronę zmierzają pierwotnie dualne hierarchie miast w państwach szybkiego rozwoju: Indii i Brazylii. Przypadkiem samym w sobie jest USA, gdzie 6 miast uczestniczy w wymianie globalnej.

Polska obecnie ma strukturę centralną (to niedobrze), ale nie w wersji francuskiej, tylko - brytyjskiej (to dobrze). Oznacza to silnego lidera (Londyn, Warszawa) i 5 miast na poziomie około 1/5 siły metropolitalnej lidera (Manchester, Edynburg, Birmingham, Glasgow, Leeds oraz Kraków, Wrocław, Poznań, Trójmiasto, Silesia). Główna różnica polega na tym, że lider brytyjski jest równocześnie liderem światowym, a lider polski jest liderem Europy Wschodniej (wyraźnie powyżej Pragi i Budapesztu). Gdyby istniał minisystem gospodarczy Europy Wschodniej, być może taka struktura w Polsce mogłaby się utrzymać. Ale nie istnieje. Europa Wschodnia to nazwa historyczno-geograficzna, a nie - platforma powiązań gospodarczych. Brak silnych powiązań regionalnych skazuje nas na ścieżkę globalną. Z pięciu miast numer dwa w Wielkiej Brytanii każde w jakimś stopniu uczestniczy w wymianie światowej (ok. GaWC 0,20) W Polsce, z pięciu analogicznych miast, jedynie dwa najlepsze (Kraków, Poznań) są zaledwie na skraju poziomu miasta globalnego. Dlatego w Polsce struktura brytyjska raczej się nie utrzyma.

Do siebie - przez świat, do świata - przez Polskę

Najbardziej prawdopodobna jest ewolucja polskich aglomeracji w stronę układu hiszpańsko-włoskiego, raczej - w wersji hiszpańskiej (stolica liderem). W obu krajach miasta numer trzy i cztery (Walencja, Sewilla oraz Bolonia i Turyn) w zasadzie nie wchodzą do sieci globalnej i są w dużo, dużo gorszym położeniu niż pary miast dominujących (Madryt - Barcelona, Mediolan - Rzym). Na świecie istnieją państwa, w których miasta numer trzy, cztery, a nawet pięć korzystają z dopalania globalnego, ale są to państwa o potencjale zupełnie nieporównywalnym do Polski (Indie, Brazylia). Polska może być Hiszpanią, ale na pewno nie będzie Brazylią.

Z sieci światowej skorzystają mocno 2 lub maksymalnie 3 polskie aglomeracje. Te ośrodki rozwiną się szybciej i lepiej i dadzą mieszkańcom najwięcej szans na spełnione życie. Ostatecznie to właśnie spełnione i ciekawe życie w aglomeracji poznańskiej najbardziej nas interesuje, a nie - porównania z Wrocławiem, Krakowem, Berlinem czy Pskowem. Paradoks polega na tym, że aby zbudować najlepszy Poznań dla mieszkańców, musimy zmienić aglomerację w metropolię. Aby to zrobić, musimy skorzystać z dobrobytu świata. A żeby z niego skorzystać, musimy wygrać drugą pozycję w Polsce.

Pozowanie na przystanek pomiędzy Berlinem a Warszawą na niewiele się zda, bo ten przystanek nie jest nikomu potrzebny. Czy kogoś obchodzi np. połowa drogi między Berlinem a Paryżem albo Warszawą a Moskwą? Pomysły na "bycie zapleczem" Berlina trudno komentować, bo jak mamy być zapleczem miasta, które ma niższe PKB niż my sami? Ważniejsze dla nas jest połączenie biznesowe z samą Warszawą i połączenia globalne. Musimy wyjść w świat i świat zaprosić do siebie. Bez takiej wycieczki dookoła globu i z powrotem wiele w Poznaniu się nie poprawi. Europa nie pomoże ani nie wystarczy, bo Europa sama też rozwija się dzięki światu: dzięki tradycyjnej osi globalizacyjnej Nowy Jork - Londyn oraz dzięki nowej triadzie globalizacyjnej Hongkong - Szanghaj - Pekin. Nie ograniczajmy się do Europy. Jedźmy w świat. Jedźmy, nikt nie woła.

 

* Marek Bańczyk - ekonomista, współautor strategii marki Poznań, prezes Instytutu Konkurencyjnej Ekonomii Regionów

 

Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań (LINK)

Komentarze (1)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
Będziemy spadać
Będziemy spadać w tych rankingach, bo sami przedsiębiorcy nie napędzą gospodarki, trzeba dawać im udogodnienia. Albo pan G. się ogarnie i weźmie do roboty, albo to jego ostatnia kadencja.
zadowolony! , 28 kwiecień 2011

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

busy
Poprawiony: poniedziałek, 09 sierpnia 2010 19:21