| Poznań a igrzyska. Warto się starać? |
| Radowsław Nawrot (Gazeta Wyborcza) |
| piątek, 12 lutego 2010 |
|
W staraniach o igrzyska Poznań może być przygotowany i zdeterminowany. Faktu jednak, że ma tylko 600 tys. mieszkańców, nie przeskoczy. Dlatego musi się liczyć z tym, że o wygraną będzie trudno. I nadal się zgłaszać.
Uniwersjadę 2007 dostał nie Poznań, a Bangkok, który liczy 9 mln mieszkańców. Uniwersjadę 2009 otrzymał Belgrad - 1,5 mln ludzi. Uniwersjada 2011 w Shenzhen - 8 mln. Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie 2010 w Singapurze - 5 mln, a 2014 w Nankinie - 8 mln. A przecież liczba mieszkańców świadczy o możliwościach finansowych miasta. W wypadku igrzysk w 2014 r. i decyzji w Vancouver MKOl wolał nie ryzykować, przyznając mu tę imprezę. Zwłaszcza w dobie kryzysu. Sformułowanie "o Młodzieżowe Igrzyska Olimpijskie powinny ubiegać się mniejsze miasta, które nie mają szans dostać organizacji dorosłych igrzysk" komitet olimpijski uzupełnił środową decyzją o glosę "ale nie aż tak małe". Poznań przegrywa walkę o igrzyska nie dlatego, że jest źle przygotowany. Jest po prostu za mały. W historii miast, które kiedykolwiek organizowały letnie igrzyska czy uniwersjady, znajdujemy tylko jedno mniejsze - to niemiecki Duisburg. To ustawia Poznań w pewnym kontekście - w rywalizacji z milionowymi miastami Wschodu czy Zachodu zawsze będzie w ciemię bity. Czy to znaczy, że nie ma żadnych szans i starania Poznania są bez sensu? Paradoksalnie taki sąd byłby uprawniony przed niekorzystną dla naszego miasta decyzję MKOl w Vancouver, a nie po niej. W środę Poznań przegrał bowiem z Nankinem, ale tylko 42:47. To oczywiście wystarczy, by pożegnać się z igrzyskami, ale równocześnie te brakujące głosy zaledwie trzech członków MKOl dają wiele do myślenia. Nie taka jest bowiem faktyczna przewaga Chin nad Poznaniem. Nankin to miasto przeszło 10-krotnie większe i kilkunastokrotnie bogatsze. Mało tego, podczas wcześniejszych starań Poznań przegrywał sromotnie. Teraz - nieznacznie. Teraz prawie połowa członków największej sportowej organizacji świata nie znalazła powodów, by uważać Chiny za lepszego kandydata do organizacji igrzysk niż Poznań. To jednak jest istotne. Nikt nie da Poznaniowi gwarancji, że cierpliwość kiedykolwiek się opłaci. Rio de Janeiro o organizację igrzysk olimpijskich po raz pierwszy starało się w 1924 r. Doczekało się teraz. Amerykańskie miasto Detroit startowało po igrzyska ośmiokrotnie - od 1936 do 1972 r. Nie dostało imprezy nigdy. Znów jednak jest na liście miast chętnych do organizacji edycji w 2020 r. - tej, o którą radził starać się Warszawie śp. wiceprezydent Poznania Maciej Frankiewicz. Gwarancji nie ma - mało tego, bardziej prawdopodobne jest, że podczas kolejnego podejścia znów znajdą się miasta większe i potężniejsze od Poznania. I że ten znów będzie musiał stanąć do walki z Chińczykami, Rosjanami, nie wiadomo z kim jeszcze. I kto wie, czy znów nie przegra. Takie porażki nie rzutują dobrze na wizerunek prezydenta miasta - wszak żaden nie chce być kojarzony z klęskami. Dlatego to, czy Poznań będzie się starał o igrzyska po raz kolejny, zależy od odporności politycznej prezydenta miasta. Wydaje się jednak, że ktokolwiek by nim po 2010 r. nie był, nie ma wyjścia. O pierwszą edycję Młodzieżowych Igrzysk Olimpijskich ubiegał się z ramienia Polski tylko Poznań. O drugą edycję 2014 r. toczyły się już eliminacje, w których Poznań musiał najpierw pokonać Kraków, Łódź, Katowice i Szczecin - też chętne do organizacji imprezy. Gdyby teraz Poznań zrezygnował, znajdą się szybko chętni na jego miejsce. Na dodatek porażka w Vancouver oznacza kłopoty z dofinansowaniem inwestycji z budżetu centralnego i konieczność zmiany planów określonych w strategii "Sportowy Poznań". A znajdują się w nim sprawy konieczne do załatwienia - choćby przejęcie i modernizacja Golęcina. Dłużej czekać ona nie może, o ile Poznań chce uratować te pięknie położone obiekty. Populiści powiedzą, że nowa hala na ponad 10 tys. miejsc może poczekać, w końcu są pilniejsze potrzeby. Naturalnie, że są. Mało tego, zawsze będą. Można nawet z budową nowej hali czekać, aż Arena zwali się w końcu wszystkim na głowę. Nie dłużej jednak. Wygląda na to, że jest tylko jeden sposób, aby budowa obiektów sportowych w mieście była inwestowaniem, a nie tylko łataniem dziur. Trzeba zgłaszać się po kolejne igrzyska. Nadal próbować. Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań (link)
Dodaj do...
Poleć znajomemu
Komentarze (0)Zapisz się do kanału RRS tego komentarzaPokaż/Ukryj Komentarze Napisz komentarz |
| Poprawiony: wtorek, 10 sierpnia 2010 16:52 |
Kanały RSS


