| Nowe w mieście know how – eksmisja niepełnosprawnej |
| Michał Kucharski |
| piątek, 28 października 2011 |
|
25 października br. miała miejsce eksmisja z kamienicy przy ulicy Dąbrowskiego. Początkowo asystowało przy niej kilkunastu policjantów w kaskach, z tarczami, w kamizelkach kuloodpornych, trzy radiowozy, kilku „tajniaków”, w tym jeden z kamerą, który filmował zgromadzonych w związku z wydarzeniem ludzi. Gdy jednak zaczęło ich przybywać, głównie okolicznych mieszkańców, ale nie tylko, wezwano kolejne trzy radiowozy. Czterdziestu kilku policjantów w pełnym rynsztunku pomagało przeprowadzić komornikowi eksmisję małżeństwa, w tym osoby niepełnosprawnej. Przyczyny i okoliczności Dopiero na ostatnią chwilę, dzięki nagłośnieniu sprawy przez Rozbrat i media, urząd się obudził, po 8 latach. W trakcie eksmisji pracownice MOPR przyszły poinformować, że na koszt Ośrodka państwo Jencz zostaną przewiezieni do Centrum Interwencji Kryzysowej w Chybach. Pomóc próbował także radny Tomasz Lewandowski – udało mu się ustalić wraz z ZKZL, że lokal socjalny jest, potrzeba tylko zgody zastępcy prezydenta M. Kruszyńskiego, który jednak jej nie wydał z obawy, że taka „wielkoduszność” doprowadzi do kolejki potrzebujących pod jego drzwiami, a przecież więcej lokali socjalnych nie ma. Protest z karetką pogotowia Anarchiści na początku wtorkowej akcji próbowali zablokować wejście komornika do mieszkania, jednak siły policji to uniemożliwiły i komornik do celu dotarł. Pierwsi z protestujących pojawili się już o 7.30. Informowali przechodniów, okolicznych mieszkańców o zaistniałej sytuacji, rozdawali ulotki i wznosili hasła. Do protestujących przedstawicieli Rozbratu, Młodych Socjalistów, Inicjatywy Pracowniczej dołączali mieszkańcy Jeżyc, także sprzeciwiający się eksmisji. Mówili, że ta sytuacja ich oburza i powstała z powodu ewidentnych zaniedbań urzędu miasta. Mówili, że byli już w podobnej sytuacji lub obawiają się, że w najbliższym czasie się znajdą – np. żyjąc z niewielkich emerytur już muszą do nich dorabiać. Atakowali także bezpośrednio prezydenta Poznania za jego wieloletnią bezczynność. Przechodniom trudno było zrozumieć sytuację, której są świadkami i sprzeciwiali się tak dużym siłom policji, która jest opłacana z ich podatków. Najstarsi mówili, że tyle policji w tym miejscu nie wiedzieli od czerwca 1956 roku.Pod kamienicą cały czas stała karetka pogotowia, która rano przyjechała aby zaaplikować pani Katarzynie kilka zastrzyków na serce. Z kolei w zaświadczeniu lekarskim wydanym kilka dni wcześniej lekarz rodzinny stwierdził „…w mojej ocenie stan fizyczny i psychiczny pacjentki uniemożliwia eksmisję. Pacjentka jest osobą ciężko, przewlekle chorą, pobierającą wiele leków, w tym morfinę. Jest osobą niepełnosprawną, porusza się o kulach, nosi gorset ortopedyczny.” Komornik miał możliwość odstąpienia w tej sytuacji od eksmisji na mocy par.. 151 ust. 2 Rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 9 marca 1968 roku w sprawie czynności komorników (Dz. U. Nr 10, poz. 52 z późn. zm.): „W razie choroby dłużnika, członka jego rodziny lub domownika komornik wezwie lekarza celem stwierdzenia, czy wykonanie eksmisji może się odbyć bez oczywistej szkody dla stanu zdrowia Policja nieugięta, państwo nieczułe W między czasie doszło do przepychanek kilku osób z policją, które jednak nie zakończyły się poważniejszym incydentem. Funkcjonariusze – zarówno oficjalni jak i tajniacy, filmowali dokładnie twarze uczestników akcji. Mieszkańcy i aktywiści, wszyscy protestujący, wznosili hasła skierowane przeciw eksmisjom, bezczynności urzędników oraz policji, która swoim licznym przybyciem starała się zastraszyć protestujących i odwieść ich od prób utrudniania akcji komornika. Jednocześnie rzecznik wielkopolskiej policji zaznaczał, że tak liczne oddziały mają jedynie asystować i ochraniać czynności komornicze. Silnymi kordonami zostały obstawione wszystkie wejścia do kamienicy – problemy z dostaniem się do środka mieli nawet mieszkańcy oraz miejscy urzędnicy. Ostatecznie zostali wpuszczeni. Nie pozwolono wejść do środka jednak żadnemu przedstawicielowi mediów, co dziennikarze TVN 24 i TVP uznali za złamanie prawa prasowego. Dotychczas uczestnicząc w filmowaniu tego typu zajść mogli wejść do mieszkania, tym bardziej, że zostali zaproszeni przez Ryszarda Jencza. The End Akcja zakończyła, się gdy jeden z uczestników kopnął odjeżdżający już policyjny radiowóz i zaczął uciekać ale został złapany. Policja przewiozła go radiowozem na sygnale do znajdującej się na tyłach kamienicy Wojewódzkiej Komendy Policji. Część protestujących wraz z grupką mieszkańców udała się pod komendę, aby dowiedzieć się, co dzieje się z zatrzymanym. Zostali jednak potraktowani jako nielegalne zbiegowisko i spisani, po czym się rozeszli. ![]() Michał Kucharski Foto Rozbrat W załączeniu list otwarty Tomasza Sadowskiego, założyciela fundacji Barka do Rzecznika Praw Obywatelskich w sprawie przepisów pozwalajacych na eksmisję na bruk. Można go kopiować i wysylac samodzielnie do RPO.
Dodaj do...
Poleć znajomemu
Komentarze (0)Zapisz się do kanału RRS tego komentarzaPokaż/Ukryj Komentarze Napisz komentarz |
| Poprawiony: piątek, 28 października 2011 03:13 |
Kanały RSS

Anarchiści na początku wtorkowej akcji próbowali zablokować wejście komornika do mieszkania, jednak siły policji to uniemożliwiły i komornik do celu dotarł. Pierwsi z protestujących pojawili się już o 7.30. Informowali przechodniów, okolicznych mieszkańców o zaistniałej sytuacji, rozdawali ulotki i wznosili hasła. Do protestujących przedstawicieli Rozbratu, Młodych Socjalistów, Inicjatywy Pracowniczej dołączali mieszkańcy Jeżyc, także sprzeciwiający się eksmisji. Mówili, że ta sytuacja ich oburza i powstała z powodu ewidentnych zaniedbań urzędu miasta. Mówili, że byli już w podobnej sytuacji lub obawiają się, że w najbliższym czasie się znajdą – np. żyjąc z niewielkich emerytur już muszą do nich dorabiać. Atakowali także bezpośrednio prezydenta Poznania za jego wieloletnią bezczynność. Przechodniom trudno było zrozumieć sytuację, której są świadkami i sprzeciwiali się tak dużym siłom policji, która jest opłacana z ich podatków. Najstarsi mówili, że tyle policji w tym miejscu nie wiedzieli od czerwca 1956 roku.

