Pucek: w przerwie sezonu na eksmisje
Agnieszka Ziółkowska   
piątek, 18 listopada 2011
b_250_150_16777215_0___images_stories_Spoleczenstwo_pucek.jpg

Na kanwie dzisiejszej (17 listopada) konferencji prasowej dyrektora Zarządu Komunalnych Zasobów Mieszkaniowych Jarosława Pucka, podsumowujemy zwięźle jego działalność w ostatnim „sezonie eksmisyjnym”. Równie istotny jest jej nieprzypadkowy kontekst.





Jarosław Pucek, osoba, która w Poznaniu wzbudza wielkie emocje. 35-letni prawnik, zagorzały kibic Lecha Poznań znany z kontrowersyjnych komentarzy internetowych na temat policji. Przede wszystkim jednak to dyrektor ZKZL w Poznaniu, kojarzony z takimi słowami jak „kontener” czy „eksmisja”. Bohater medialnej burzy i debaty społecznej na temat sensu stawiania przy ul. Średzkiej osiedla „kontenerów socjalnych” przeznaczonych jakoby tylko dla „trudnych lokatorów”. To znaczy takich, którzy utrudniają życie „porządnym poznaniakom” pijąc, hałasując, bijąc żony a do tego demolując mieszkania. Innymi słowy penery, które należy ukarać i odseparować od ogółu społeczeństwa.
b_250_150_16777215_0___images_stories_Spoleczenstwo_zkzl_logo.jpg
Dla jednych J.Pucek to obrońca poznańskich cnót, biedny, krytykowany przez opinię publiczną męczennik, bojownik o porządek i sprawiedliwość w mieście oraz spokojny sen poznaniaka niepokojonego zza ściany przez penerstwo. Taki wizerunek jest propagowany przez niego samego oraz zwolenników pro-kontenerowej polityki. Dla innych z kolei to jedna z najbardziej odrażających postaci w mieście, cyniczny urzędnik żerujący na wygodnych, bo podzielanych przez ogół poznaniaków stereotypach, który kładzie fundamenty pod poznańskie getto biedy i wykluczenia. Zupełnie przy tym nie licząc się z kosztami społeczno-ekonomicznymi jakie przyjdzie społeczności mieszkańców Poznania ponieść w związku z tym pomysłem w przyszłości. Przez anarchistów porównany został nawet do Rudolfa Hessa, a jego działania z praktykami stosowanymi w nazistowskich Niemczech.

MIejskie grzechy przewlekłe

Sprawy są jednak o wiele bardziej złożone. Jarosław Pucek nie jest ani aniołem, ani diabłem wcielonym – przede wszystkim osobą postawioną w trudnej sytuacji, której przyszło „posprzątać” po wieloletnich zaniedbaniach. Powstały one w wyniku krótkowzrocznej polityki obecnego i poprzedniego prezydenta, opartej na założeniu, że lepiej właścicielom kamienic wypłacać odszkodowania z tytułu czynszów niepłaconych przez lokatorów z wyrokami eksmisyjnymi niż budować dla nich mieszkania socjalne. Oraz w wyniku braku zintegrowanej z polityką mieszkaniową polityki społecznej. Okazuje się jednak, że suma przeznaczana z budżetu miasta na odszkodowania astronomicznie rośnie i już niedługo nie będzie Poznania stać na prowadzenie takiej polityki – w zeszłym roku miasto z budżetu na odszkodowania wydało ok. 9 mln PLN, w tym roku mimo prognozowanych blisko 11 mln PLN dyr. Pucek zapewniał, że zamkniemy się w przybliżonej do zeszłorocznej kwocie. Potwierdza to fakt, który gdzieś ucieka w publicznej debacie, że miasto, które od lat 90-tych do dziś wybudowało jedynie 600 mieszkań komunalnych – nagle, w ciągu dwóch lat zaplanowało budowę 300 kolejnych mieszkań. W tym roku zostanie oddane do użytku 100 pierwszych mieszkań zbudowanych na Głuszynie. Co samo w sobie jest słuszne i chwalebne, ale wskazuje na prawdziwe źródła kłopotów i pozwala się odnieść krytycznie do pseudorozwiązań, które mają im zapobiegać, a jakimi są niewątpliwie kontenery socjalne.

b_250_150_16777215_0___images_stories_Spoleczenstwo_bieda_do_konterera.jpgPodstawowym problemem jest więc długotrwały brak funkcjonalnych i tanich w eksploatacji mieszkań komunalnych i socjalnych oraz rosnące koszty związane z wypłatą odszkodowań. Jest nim również brak zintegrowanej społecznej polityki miasta, brak programu systemowego wsparcia tych, którym gorzej się powodzi i którzy mają trudności z płaceniem czynszu. Fakt, że istnieje margines osób nieprzystosowanych i potrzebujących wsparcia nie jest anomalią, patologią, jakąś wyjątkową sytuacją, z którą musi się zmierzyć tylko Poznań. Dzieje się tak we wszystkich miastach i ma charakter trwały. Sztuczne odgradzanie się mieszkańców jednych od drugich, wysiedlanie najsłabszych na peryferie, tworzenie gett, w których problemy społeczne będą się tylko kumulować i mnożyć – nie przyniesie dobrych wyników, bo jeszcze nigdzie nie przyniosło.

Nietrafne jest przypisywanie wszystkich dłużników do jednej kategorii „cwaniaków”, bo jest to grupa niejednorodna. W jej skład wchodzą i niesławne penery, pijacy zakłócający ciszę nocną i demolujący kamienice, tzw. trudni lokatorzy. Są też osoby biedne, często nie z własnej winy, ofiary transformacji, chorzy wymagający leczenia, a nie kary w postaci zsyłki do kontenerów, opiekunowie dzieci lub osób niepełnosprawnych etc. Nie do przyjęcia jest niejednoznaczna odpowiedzialność i praktyka przerzucania się nią między urzędami wobec braku zdefiniowania kompetencji poszczególnych organów, co pozwala urzędnikom zajmującym się mieszkaniami występować w rolach im nie przypisanych, np. prokuratorów, policjantów, czy ekspertów socjalnych.

Niestety na rozwiązanie tej litanii problemów pomysł jest tylko jeden: budowa straszaka na penerów w postaci kontenerów. Co zabawne, sam pomysł nie jest nawet autorstwa Pucka, ale broni go on z zapałem godnym lepszej sprawy przedstawiając jako magiczne panaceum na wszystkie problemy.
b_250_150_16777215_0___images_stories_Spoleczenstwo_eksmisje_stop.jpg
Eksmisje z mieszkań i ze... wspólnoty

Pozostaje jeszcze temat eksmisji, których pierwszy etap podsumowywał dziś na konferencji prasowej. Z informacji zaprezentowanych przez dyr. Pucka wynika, że do końca października wykonano w Poznaniu 57 eksmisji (od listopada do marca nie wykonuje się eksmisji z powodu okresu ochronnego) ze 127 spraw skierowanych do komornika. Dzięki temu „odzyskano“ dla miasta 56 lokali, które były zadłużone na ok. 3,2 mln PLN (co nie oznacza, że wyegzekwowano te zaległe pieniądze). Eksmisje dotknęły 106 osób, z których 17 osób skorzystało z lokalu tymczasowego udostępnianego przez miasto. 13 spraw dotyczących 30 osób udało się, jak to określa ZKZL, „zamknąć“ bez udziału komornika, odzyskując jednocześnie od lokatorów kwotę ok. 154 tys. złotych. Wszyscy dłużnicy ZKZL zalegają z płatnościami w wysokości ok 100 mln PLN, do której to kwoty należy rzecz jasna dołożyć wypłacane corocznie z budżetu miasta odszkodowania dla właścicieli prywatnych kamienic. W wyniku podjętych działań udało się zmniejszyć zadłużenie o 0,5 mln PLN. J.Pucek zrezygnował z budowy kolejnych kontenerów, jednak 10 stanie na ulicy Średzkiej prawdopodobnie w okresie od stycznia do marca. Programu osłonowego dla ich lokatorów się nie przewiduje. Tak wygląda suchy bilans kontenerowo-eksmisyjnego projektu realizowanego z zamiłowaniem przez Jarosława Pucka.

Bilans bardziej ogólnej natury skłania do rozważań na temat kwestii dotyczących odpowiedzialności oraz wspólnoty. Akcja Jarosława Pucka, o której z dumą mówi, że jest pierwszą tak szeroko zakrojoną w skali kraju…. Dlaczego w ogóle była ona możliwa? Bubel legislacyjny, przywracający w prawie polskim eksmisję na bruk, okazał się darem niebios dla samorządów. Zostały one zwolnione z uciążliwego obowiązku zapewniania słabszym i potrzebującym dachu nad głową, którego z taką skwapliwością pozbyły się wcześniej władze centralne zrzucając go właśnie na samorządy. Teraz samorządy, w tym Poznań, robią to samo: poprzez eksmisje na bruk (przedłużane tylko o okres przejściowy w pomieszczeniach tymczasowych, którymi najczęściej są hotele dla bezdomnych), które zaskutkują zwiększeniem się liczby bezdomnych na ulicach, spychają odpowiedzialność i konsekwencje takich działań wprost na mieszkańców. To oni będą musieli znaleźć sposób jak sobie z tym radzić. Ewentualnie, w ramach machen putzen i kolejnych akcji czyszczenia miasta (w końcu zbliża się Euro 2012!) urząd uruchomi kolejną, agresywną kampanię przeciw żebractwu. Gdzie tu miejsce na miejską wspólnotę? Gdzie więzi międzyludzkie? Czy naprawdę nikomu prócz anarchistów, grupce protestujących artystów i naukowców i kilku organizacji samorządowych naprawdę to nie przeszkadza?

Kiepski biznes
b_250_150_16777215_0___images_stories_kamienica.jpg
Warto również zwróćić uwagę na inny aspekt tej sprawy, bliższy duchem poznańskiej, obliczonej mentalności. Brak budownictwa komunalnego – ten grzech pierworodny i karygodne zaniechanie urzędu miasta – owocuje tym, że centrum i historyczne dzielnice Poznania są coraz bardziej zapuszczone. Że tak wspaniałe perełki architektoniczne jak znane poznańskie „żelazko“ odchodzą do przeszłości. Unicestwienie przez zaniechanie. A za tą zabytkową kamienicą przyjdą następne, bo chociaż właściciele kamienic dostają od miasta odszkodowanie za nieotrzymane czynsze, to przecież za niskie by wyremontować budynek.

Tracimy na tym wszyscy. Zainteresowani lokatorzy, właściciele kamienic, ale przede wszystkim my, poznaniacy i podatnicy, których pieniądze są lekką ręką marnotrawione przez prezydenta i urzędników. Traci na tym również miasto jako instytucja. Bogu dzięki za tabelki w excelu, bo przynajmniej dzięki  nim widać, że niedługo pieniądze na odszkodowania staną się znaczącą pozycją w budżecie miejskim. Jedyna grupa faktycznie korzystająca na tej sytuacji i chaosie to deweloperzy, którzy mogą utrzymywać zawyżone ceny swoich mieszkań, i którym gwarantuje się komfort, bo właściciel kamienicy w Centrum nadal nie będzie dla nich konkurencją.

Budujmy mieszkania, nie kontenery. Bądźmy wspólnotą.

b_250_150_16777215_0___images_stories_Ludzie_ziolkowskaweb.jpg







Agnieszka Ziółkowska



Komentarze (6)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze
Wielkie sprzątanie
Czy ono będzię dotyczyło się wszystkich,czy tylko tzwn.pasożytów społecznych.Myślę,że każdy,z tych wszystkich,którzy w taki czy inny sposób,okradają miasto,można nazwać,pasożytami.Cwaniactwo się szerzy a głupcy z nich przykład biorą.
Maciek , 30 listopad 2011
Do Dawida
Właśnie tak robiło miasto...
Nie jest to coś, co my proponujemy.
Miasto ma przez ustawodawcę narzucany obowiązek zapewnienia mieszkań socjalnych.
Jeśli tego nie robi (nie buduje mieszkań), to płaci odszkodowania właścicielom prywatnych kamienic, w których mieszkają osoby z prawem do lokalu socjalnego (no bo przecież gdzieś muszą mieszkać, a skoro miasto nie zapewniło lokali, to wykorzystuje lokale prywatne, ale płaci tym właścicielom odszkodowania).
Z tytułu odszkodowań w ostatnich latach Poznań zapłacił blisko 80 mln. prywatnym właścicielom i co roku płaci... Niech pan pomyśli ile za to mieszkań socjlanych można by wybudować. Ale nie, lepiej z pieniędzy podatkników wypłacać odszkodowania.. To tylko jedne z wielu zaniedbań miasta w tej sprawie.
Agnieszka Ziółkowska , 25 listopad 2011
tekst
I po co komu się tak rozpisywać ludzie.Napisać krótko,zwięzle i na temat;ALBO PŁACISZ ALBO FORA ZE DWORA.
Adam , 24 listopad 2011
EKSMISJE- PUCEK ODPUSZCZA
ODSZKODOWANIA ZA PONIESIONE STRATY DLA WŁASCICIELI I ZARZĄDCÓW ZAMIAST EKSMISJI?BO TAK TO ROZUMIEM.CZYLI Z KIESZENI PODATNIKOW...TO JEST ŚMIESZNE,ŻE NIE POWIEM TRAGICZNE.W NORMALNYM PAŃSTWIE PRAWA TO NIEDOPUSZCZALNE.DLACZEGO MAMY WSPIERAĆ TYCH,KTÓRZY WYNAJMUJĄC LOKALE OSOBOM NIEODPOWIEDZIALNYM BEZ ZABEZPIECZEŃ DOCHODOWYCH LUB OSOBOM NIEWYPŁACALNYM.
DAWID , 24 listopad 2011
w interesie miasta...
Po raz pierwszy czytam wyważony analityczny tekst w temacie "eksmisje". Zarówno Głos Wlkp. jak i GW. w sposób tendencyjny wręcz haniebny dokonywały stygmatyzacji urzędnika państwowego - wskazując jako przyczynę zaistniałego stanu rzeczy. Wszelki atak personalny jest obrzydliwy przypisany jednej znanej opcji politycznej, bo nie łudźmy się sprawa eksmisji ma szerszy aspekt umieszczony w kontekście braku kompleksowej polityki społecznej państwa. Intencjonalność mediów, taniej sensacji jest prymitywnym i prostackim zabiegiem niegodnym publikatora a personalizacja zagubiła sens istoty problemu. Brak analizy ze strony dziennikarzy, nieznajomość problematyki, epatowanie skrajnościami czytelnika, doprowadziło do zradykalizowania i podzielenia się opinii społecznej w naszym mieście, bowiem nikt jakoś nie chciał zauważyć, że Jarosław Pucek zobligowany literą prawa, jak słusznie zauważono "sprząta" wieloletnie zaniedbania przynoszące straty w budżecie miasta. Nie trudno sobie wyobrazić jaki "wrzask" podnieśliby przy nadarzającej się okazji politycznej zwolennicy konserwowania dotychczasowego stanu rzeczy gdyby tych działań urząd nie dokonał. Jakkolwiek nie podzielam metodyki, sposobu eksmisji - który to obnażył brak instytucji Pomocy Społecznej w naszym mieście, bo chyba nikt rozsądny nie dopuszcza myśli iż diagnozowaniem sytuacji życiowej rodzin eksmitowanych leży w gestii ZKZL-u, byłoby to kuriozum i oczywiste pomieszanie kompetencji. Z jakimś trudem nie może się przebić do świadomości społecznej fakt iż punkt ciężkości problematyki rodzin i osób eksmitowanych nie tkwi w ZKZL ale głównie w MOPR, tej archaicznej instytucji ograniczającej swoje działania do rozdawnictwa przyznanych środków z budżetu miasta i szczątkowej pracy merytorycznej.Brak inspiracji przedłożeń programowych w zakresie rodzin zagrożonych wykluczeniem społecznym, zanik dialogu z organizacjami pozarządowymi, brak oznak jakiegokolwiek wysiłku na rzecz szukania innych rozwiązań niż przyzwolenie na izolację rodzin i osób patologicznych musiał więc nieuchronnie zaskutkować "kontenerami". Zupełnym błędem jest i kolejną próbą wyłudzania środków z budżetu miasta jest proponowana praca socjalna przez "jedynie słuszną" organizację pozarządową wśród osób eksmitowanych do kontenerów. Praca ta winna być rozpoczęta przed umieszczeniem w samodzielnym miejscu zakwaterowania, poprzez terapię i pobyt readaptacyjny w ośrodkach pomocowych. W przeciwnym wypadku skupisko osób i rodzin z uzależnieniami czy dysfunkcją pogłębi zjawisko zbiorowej patologii. Z przykrością należy stwierdzić iż wobec braku pomieszczeń socjalnych do świadomości społecznej musi przemówić J.Pucka alternatywa; - "kontenery jako forma czasowego pobytu eksmitowanych" - na obecnym etapie nie uciekniemy od tej formy schronienia zastępczego. Musimy bowiem uwzględniać realia a nie postulaty demagogicznego "chciejstwa". Do granic absurdu posuwają się Ci, którzy mniemają iż zamiana dla rodzin z dysfunkcją lokalu komunalnego na socjalny zmieni dotychczasowy sposób funkcjonowania. Zatem zakładając iż "kontenery" mogą być czasową formą pobytu należałoby rozważyć możliwość przekształcenia osiedla kontenerowego w socjal-terapeutyczne osiedle mieszkańców z dysfunkcją społeczną przy zleceniu prowadzenia działalności przez organizację pozarządową. Taki sposób pozwoli na częściową gwarancję iż osiedle nie zostanie zdewastowane z czym się należy liczyć..Komentarz który przedstawiam jest tylko wycinkiem zaniedbań MOPR na polu zapobiegawczym wykluczenia społecznego i w oczywisty sposób odnosi się do rodzin i osób patologicznych, pomijam rodziny które w wyniku zdarzeń życiowych czy niezaradności znalazły się w trudnej sytuacji życiowej czy materialnej a które potrzebowały na wcześniejszym etapie wyłącznie wsparcia co pomniejszyłoby ryzyko eksmisji...kto i w tym przypadku zawiódł pozostawiam ocenie czytelnika, ale z pewnością nie jest to J.Pucek.

Marian Szydłowski , 21 listopad 2011
...
Świetny tekst, przejrzysty, doskonała analiza i trzeźwa ocena faktów. Mam nadzieję, że go przeczytają wszyscy ci, którzy ostatnio o problemie blubrają w mediach.
Maciej Wudarski , 18 listopad 2011

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

busy
Poprawiony: piątek, 18 listopada 2011 15:55