Drogie błędy poznańskich urzędników
stowarzyszenie@my-poznaniacy.org   
sobota, 02 stycznia 2010
Szanowni czytelnicy, poniżej prezentujemy bardzo ciekawy artykuł, który ukazał się w Gazecie Wyborczej 14 grudnia 2009 roku. Jak widać, błędy i brak konsekwencji wśród naszych urzędników może nas słono kosztować. Pozostaje tylko zadać pytanie, czy ktoś poniesie za to konsekwencje.

http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,7359647,Drogi_blad_urzednika__Kosztuje_nas_10_mln_zl.html

Drogi błąd urzędnika. Kosztuje nas 10 mln zł

Piotr Żytnicki, Michał Wybieralski
2009-12-14, ostatnia aktualizacja 2009-12-13 16:12

Aż 10 milionów złotych od miasta domaga się w sądzie warszawski deweloper. Pieniądze miał stracić przez błędy urzędników. Prawnicy chcą negocjować

Chodzi o warszawską firmę Sap Property, która u zbiegu ul. Marcelińskiej i Lubeckiego od trzech lat próbuje wybudować dwa połączone ze sobą apartamentowce z 24 mieszkaniami. Inwestycja utknęła w miejscu, bo dwukrotnie miejscy urzędnicy wydawali pozwolenia na budowę z błędami.

A było tak. W lipcu 2004 r. miejscy urzędnicy zatwierdzają projekt apartamentowców i wydają pozwolenie na budowę. Po dwóch latach właściciele sprzedają inwestycję warszawskiej spółce Sap Property. W marcu 2007 r. urzędnicy przenoszą na niego pozwolenie na budowę. Deweloper od razu podpisuje umowę z wykonawcą. Ten wylewa fundamenty i stawia garaże.

Ale inwestycja nie podoba się okolicznym mieszkańcom, którzy namawiają nadzór budowlany do kontroli. Ten znajduje sporo błędów w dokumentacji. Okazuje się, że apartamentowce zaprojektował inżynier bez odpowiednich uprawnień, a w projekcie nie ma słowa o wewnętrznych instalacjach. Wojewoda uchyla pozwolenie na budowę. Prace stają na pół roku.

We wrześniu 2007 r. urzędnicy wydają drugie pozwolenie na budowę. Ale nie mija miesiąc i zaskarża je prokuratura (sprawdza, czy poprzedni właściciel nie fałszował dzienników budowy). Wojewoda bada więc pozwolenie i znów stwierdza, że miejscy urzędnicy złamali przepisy. Po raz drugi uchyla pozwolenie.

Trzecie pozwolenie urzędnicy wydają w czerwcu 2008 r. Tym razem jest w porządku. - Chcemy budowę zakończyć do czerwca przyszłego roku - mówi Mieczysław Jaśkowski, prezes Sap Property.

Ale to nie kończy sprawy. "Gazeta" ustaliła, że w poznańskim sądzie deweloper złożył pozew, w którym żąda od miasta 9 mln 924 tys. zł odszkodowania. - Tyle straciłem przez błędy i zaniedbania miejskich urzędników. To oni wydali dwa pozwolenia na budowę, które później zostały prawomocnie uchylone. To przez nich inwestycja stała, a ja liczyłem straty - tłumaczy Jaśkowski.

W pozwie szczegółowo wylicza: * spadek cen na rynku mieszkań - 5,9 mln zł; * wzrost kosztów wykonawcy - 2,150 mln zł; * koszty przestoju - 1,2 mln zł; * koszty kredytów - 458 tys. zł.

- Gdy zaczynaliśmy inwestycję, braliśmy kredyty, planowaliśmy zakończyć budowę do maja 2008 r., a wszystkie mieszkania sprzedać do końca 2007 r. Po pierwszym przestoju ceny na rynku mocno spadły. Obniżyliśmy je o 10 proc., ale nikt chętny się nie znalazł. Obniżyliśmy więc cenę o kolejne 10-15 proc. Nawet jeśli teraz uda się wszystkie mieszkania sprzedać, będziemy 6 mln zł do tyłu - tłumaczy Jaśkowski. I dodaje, że chodzi nie tylko o błędy urzędników, ale też ich bierność. - Można zrobić błąd i szybko go naprawić. Gdy pozwolenia były uchylane, prosiłem urzędników, by zajęli się sprawą od razu. Dla mnie liczył się każdy dzień, a w urzędzie wszystko ciągnęło się miesiącami - zaznacza deweloper..

Zanim poszedł do sądu, Jaśkowski próbował załatwić sprawę polubownie. Ale miasto nie chciało płacić. W odpowiedzi na pozew też nie przyznaje się do winy. A dokładniej twierdzi, że nie jest jedynym winnym (bo np. winny jest też inżynier, który bez uprawnień projektował budynki) i kwestionuje wyliczenia (skoro deweloper mieszkań jeszcze nie sprzedał, to skąd wie, ile stracił?).

Ale gdy przed miesiącem odbywa się pierwsza rozprawa, prawnik miasta twierdzi, że widzi możliwość porozumienia. Jaśkowski też zgadza się na negocjacje: - Wolę dostać wcześniej pieniądze, nawet jeśli z części będę musiał zrezygnować.

Sąd dał miastu i deweloperowi czas na porozumienie do lutego.

- Pierwsze pozwolenie na budowę wydaliśmy z naruszeniem prawa, ale nie było ono rażące - przekonuje Andrzej Nowak, dyrektor wydziału urbanistyki i architektury. - Projektant miał niewłaściwy zakres uprawnień, przeoczyliśmy to. Kiedyś dostawaliśmy projekt budowlany z pieczątką, a na niej numer uprawnień. I trzeba było je sprawdzać. Dziś mamy już lepsze procedury, uprawnienia kontrolują izby inżynierów i architektów.

"Gazeta": - Przez błędne decyzje urzędników Poznań może stracić 10 mln zł. Czy ponieśli oni jakieś konsekwencje?

Nowak: - Przy ilości spraw, którymi się zajmujemy i tempie pracy, błędy się zdarzają. W tym przypadku zdarzyły się niezwykle doświadczonym i szanowanym urzędnikom. Zrobiliśmy zebranie z kierownikami oddziałów i pracownikami, na którym ich pouczyliśmy i publicznie napiętnowaliśmy. Przeżywają to do dziś.

Wysokości i zasadności odszkodowania, którego domaga się deweloper, dyrektor Nowak nie chce skomentować.

Źródło: Gazeta Wyborcza Poznań

Komentarze (0)

Zapisz się do kanału RRS tego komentarza

Pokaż/Ukryj Komentarze

Napisz komentarz

pomniejsz | powiększ obszar

busy