| Sześć godzin kłótni i Sołacz do poprawki |
| Gazeta Wyborcza |
| piątek, 14 maja 2010 |
|
Gorąca dyskusja na temat planu zagospodarowania przestrzennego, a co za tym idzie przyszłości Sołacza, zdominowała wtorkową sesję rady miasta. W sali sesyjnej oprócz radnych i miejskich urzędników obecnych było kilkadziesiąt osób: przedstawicieli Stowarzyszenia My-Poznaniacy, rad osiedli, członków skłotu Rozbrat i statecznych mieszkańców Sołacza. Radni mieli zdecydować, czy przyjąć przygotowany plan i zgodzić się tym samym na częściową zabudowę terenów przy parkach Sołackim i Wodziczki (nie chodzi o wieżowce czy galerie handlowe, lecz jednorodzinne domy o maksymalnej pow. 200 m kw., na działkach o pow. 800 m kw.).
Wojciech Kręglewski - szef klubu radnych PO i komisji polityki przestrzennej - przekonywał radnych do przyjęcia planu: - Pamiętajmy, że to nie jest dyskusja między tymi troskliwymi a tymi, którzy sprzyjają deweloperom. Decydujemy o tym, czy uporządkować Sołacz i mieć nad jego losami stuprocentową kontrolę, czy zostawić go bez ochrony. Nie chciałbym, żeby przy naszej bierności powstało w tym miejscu coś, co będzie znacznie gorsze niż jednorodzinna zabudowa willowa, którą zakłada plan. Jeśli go nie uchwalimy, w niektórych miejscach może powstać budownictwo wielorodzinne, którego nikt tutaj nie chce. Wielu radnych w debacie oddało swój głos społecznikom: - Tan plan jest zły - mówiła wprost Danuta Kańska, przewodnicząca Rady Osiedla Sołacz. A Lech Mergler i Arleta Matuszewska ze Stowarzyszenia My-Poznaniacy przekonywali radnych, że plan w proponowanej formie wcale nie chroni zieleni w jednej z najpiękniejszych dzielnic Poznania i korzystają na nim tylko właściciele gruntów, a nie okoliczni mieszkańcy. Prezydent Ryszard Grobelny mimo to zachęcał do zaakceptowania planu. - Ten plan nie zadowoli nikogo w pełni - mówił. I wyjaśniał, że taki kształt projektu to nic innego, jak kompromis. Odpowiedział mu jednak gromki śmiech społeczników. Do głosowania nad przyjęciem planu w czasie sesji ostatecznie nie doszło. Radni: Krzysztof Mączkowski, Katarzyna Kretkowska, Magdalena Pauszek oraz komisja ochrony środowiska i rewitalizacji zgłosili propozycje poprawek. Uwagi radnych przepadły w głosowaniach, ale akceptację zyskały sugestie komisji. Co to oznacza? Radny Mariusz Wiśniewski (PO): - Jeśli zaakceptujemy plan z poprawkami, zabudowa między ulicami Litewską a Grudzieniec zostanie ograniczona o połowę. Nie zabezpiecza to jednak interesów Rozbratu i nie gwarantuje, że w sąsiedztwie parku Wodziczki zostanie tylko zieleń. Szkopuł w tym, że po wtorkowej decyzji radnych nad planem zagospodarowania trzeba pracować praktycznie od nowa. - Ta kwestia nie zostanie rozwiązana w czasie kadencji tej rady miasta - mówił zaraz po głosowaniu prezydent Ryszard Grobelny. Przypomnijmy, że kadencja samorządu kończy się jesienią. Większość miejskich planów zagospodarowania powstaje w ciągu roku - półtora od chwili rozpoczęcia prac. Czy zasadne są więc obawy, że już niedługo tereny, które plan miał objąć, zostaną zabudowane niezgodnie z wizją miasta? - Możliwe. Najbardziej zagrożone są jednak nie tereny należące do deweloperów, a drobniejsze, które również są w rękach prywatnych, np. przy ul. Grudzieniec - twierdzi Grobelny. Mariusz Wiśniewski jest jednak optymistą: - Bardzo ważne w tej sprawie jest, że radni głosowali ponad podziałami partyjnymi. I że póki co uratowaliśmy przynajmniej kilkadziesiąt drzew. Andrzej Aumiller, dyrektor ds. rozwoju Echo Investment, właściciela części spornego terenu: - Jestem przekonany, że pół roku temu ten plan by bez problemu przeszedł. Dziś jednak część radnych czuje już zbliżające się wybory i nie chce po prostu narazić się stronie społecznej. A tak procedura się przedłuża i w czasie kampanii nikt im nic nie będzie mógł zarzucić. Co oznacza dzisiejsza decyzja? Grzegorz Ganowicz, głosował przeciw poprawkom: Prace zapewne rozpoczną się na nowo i nie zakończą w tej kadencji rady miasta. Może się okazać, że odłożenie uchwalenia planu w czasie oznacza, że właściciele tych terenów mogą starać się o warunki zabudowy. Może się zdarzyć, że komuś się uda i nawet rozpocznie prace, a wtedy nie będzie już czego bronić. Krzysztof Mączkowski, głosował za poprawkami: Radni zaczęli się zastanawiać nad głosem strony społecznej, przyjęli jej argumenty. Jeśli przyjmiemy plan z poprawką, zabezpieczymy otulinę park Sołacki przed zabudową. Czy nie ubiegną nas deweloperzy? Gdyby urzędnicy się przyłożyli, dokumenty potrzebne do głosowania nad planem można przygotować w cztery miesiące. Wierzę też, że strona społeczna, która do tej pory pilnowała tego terenu, nadal będzie skutecznie walczyć z wszystkimi próbami jego zabudowania, wykorzystując wszelkie możliwe ścieżki administracyjne. Lech Mergler, Stowarzyszenie My-Poznaniacy To jeszcze nie jest sukces i nie możemy powiedzieć, że jesteśmy w pełni zadowoleni. Radni uwzględnili najmniejszy możliwy zakres poprawek, nie broniąc m.in. skłotu Rozbrat. Mam jednak nadzieję, że zyskaliśmy czas, żeby przekonać kolejnych radnych do naszych racji i poszerzyć zakres zmian w planie dla Sołacza. Będziemy stale przyglądać się poczynaniom deweloperów. Dziś było dla nas ważne, że mogliśmy zabrać głos, który część radnych przekonał.
Justyna Suchecka
Źródło: Gazeta Wyborcza (link)
Dodaj do...
Poleć znajomemu
Komentarze (0)Zapisz się do kanału RRS tego komentarzaPokaż/Ukryj Komentarze Napisz komentarz |
| Poprawiony: piątek, 14 maja 2010 08:09 |
Kanały RSS

Zieleń w centrum Poznania wciąż bez ochrony przed zabudową. Radni - chcąc ocalić otulinę parków Sołackiego i Wodziczki - tak zmienili plan zagospodarowania, że trzeba będzie tworzyć go na nowo. A to może potrwać nawet kilkanaście miesięcy.

